Automaniaczka – Motoryzacja dla kobiet – wywiad z Iwoną Kubat #KapitalneBabki

Automaniaczka
Fot. Piotr Kubat

Takich kobiet jak Iwona, to ze świecą nie znajdziecie. Kobieta, która po latach odkryła swoją pasje, która dzięki determinacji i konsekwencji wspiera kobiety w motoryzacji. Nie walczy z stereotypami, dla niej nie istnieje granica miedzy tym co “kobiece” czy “męskie”. To kobieta stuprocentowa, która chodzi w spodniach, lubi zajrzeć do silnika i ma kolorowe włosy – które w pełni odzwierciedlają jej charakter. Ta kobieta ma moc! Ma z 1000 koni mechanicznych w sobie – taka energia!

Ewelina Salwuk-Marko: W jaki sposób narodziła się pasja do motoryzacji?

Iwona Kubat: W sposób dość pokrętny i na raty. Przez upór i zdecydowanie. Jako mała dziewczynka wolałam misie i samochodziki od lalek i zabaw w „dom”. Uwielbiałam myć naszego ówczesnego Fiata 126p (tzw. Malucha) – moczenie się w wodzie z pianą i szczotkowanie kaloszków (tak całkiem przy okazji) pochłaniało mnie bez reszty. Pierwsze próby jazdy miałam za sobą pod koniec podstawówki. Dużo czasu spędzałam z dziadkiem w garażu. Nie musiałam go długo męczyć, żeby przekonać go do „upalania” po osiedlowej uliczce. Kiedyś były inne czasy. Prawo jazdy zrobiłam w szkole średniej i raczej nie dlatego, że chciałam, tylko idąc za resztą klasy – inni robili, to ja też. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo źle nas wtedy uczono na kursie i niewiele się w tym temacie zmieniło, niestety.

Automaniaczka
Fot. Piotr Kubat

E.S-M: Kiedy miała już Pani papier w ręku…

I.K: To wydawało mi się, że „umiem jeździć”. Zrobiłam trasę Warszawa – Krosno- Warszawa, kilkaset kilometrów po Warszawie i… jedną z takich mieskich wypraw zakończyłam bliskim spotkaniem blacha kontra kredens. Tak, w garażu dziadek trzymał kredens… Jeździłam, wtedy koszmarem motoryzacyjnym, zwanym Skodą 105. Skoda wbiła się prawym błotnikiem w kant mebla, a ja uciekłam z garażu z mocnym postanowieniem, że nigdy więcej. Papier włożyłam do szuflady i przeleżał tam 9 lat.

E.S-M: 9 lat ?!

I.K: A po tych latach absolutnej abstynencji od kierownicy dojrzałam do samochodu. Kupiliśmy Citroena Berlingo, taką półciężarówkę i to na tym aucie uczyłam się prawdziwej jazdy i przywiozłam pierwsze puchary z KJSów (zawody dla wszystkich chętnych kierowców).

Kiedy kupiony samochód stał od miesiąca pod domem, ja ćwiczyłam ruchy rąk na kierownicy i pracę stóp na pedałach. Kupiłam książkę Sobiesława Zasady „Prędkość bezpieczna” i szykowałam się mentalnie. W końcu mąż mnie zmusił do pierwszej jazdy.

E.S-M: Czego sie wtedy obawiałaś?

I.K: A tego, co na kursie i egzaminie było zmorą – czyli gasnącego silnika w ruchu ulicznym – paranoja! Berlingo nie zgasło, ja przeżyłam i zaczęłam regularnie jeździć. Jakoś złożyło się to z wakacjami. Jechaliśmy w góry, czyli kręte drogi, zakręty w górę i w dół. Ja to uwielbiałam. To był wyśmienity poligon doświadczalny, który pokazał mi, co źle robię – chciałam to wiedzieć, więc się nie obrażałam ani na siebie, ani na samochód, ani na fizykę. Po przejechaniu 2 tysięcy kilometrów miałam pewność, że jeżdżąc dalej w ten sposób, utrwalę złe nawyki. A ja chciałam robić to dobrze.

E.S-M: Skorzystałaś pewnie z jakiegoś kursu…

I.K: Rozwiązaniem był udział w kursie doskonalenia techniki jazdy. Wybrałam ówczesną Szkołę SJS, dzisiejsze SJS Driving Academy, na torze „Kielce” w Miedzianej Górze koło Kielc. Pojechałam tam z absolutnym przekonaniem, że cokolwiek mi powiedzą instruktorzy, to ja to przyjmę i tak będę jeździć. I tak się stało. 6 godzin spędzonych na ćwiczeniach, 6 godzin zejścia na samo dno, 6 godzin uznawania swojej niemocy i niewiedzy, 6 godzin absolutnej koncentracji, determinacji i ciężkiej pracy.

Automaniaczka
Fot. Piotr Kubat

E.S-M: Jeśli ktoś mówi, że to za mało, aby kogoś nauczyć jeździć, to

I.K: Ma rację , jeśli kierowca nie chce się nauczyć. Nie ma racji i niech zmieni instruktora. Dostałam w d***. Brakowało mi zwykłego obycia z samochodem. Byłam jedynym uczestnikiem, którego samochód nie miał ABS (i całe szczęście ) i jedyną kobietą w grupie (to dla mnie było problemem). Chciałam uciec. Zwyczajnie bałam się, że mnie to przerośnie. Jednak sama siebie zapytałam: Po co tu przyjechałaś? Chcesz zmiany czy chcesz jęczeć? Chcesz prawdy i narzędzi do zmiany?

E.S-M: Nie wybrałaś pójścia na łatwiznę…

I.K: Wybrałam pójście na MAXA w szkolenie. Największą nagrodą dla mnie nie był dyplom, czy konkretne umiejętności. Nagrodą były słowa jednego z doświadczonych instruktorów. Słowa, dzięki którym znalazłam się na torze jako zawodnik.

„Ty może teraz nie umiesz, ale CHCESZ i się NAUCZYSZ. A oni wszyscy myślą, że wszystko wiedzą i nic im to szkolenie nie da.”

I to pierwsze szkolenie zmieniło wszystko. Potem były kolejne. To była też moja wewnętrzna decyzja, że chcę jeździć świadomie. Chcę mieć pełną satysfakcję z tego, co robię za kierownicą. Chcę być „w jeździe”, a nie być wożoną przez mój samochód. Po dwóch latach od pierwszego szkolenia kupiliśmy samochód do sportu. Kolejny rok to jego remont, a potem początek wieloletniej przygody życia ze startami(KubatTeam).

E.S-M: Czy masz większą wiedzę niż “typowy facet”?

I.K: Tak. I na tym mogłabym skończyć odpowiedź. Ale! Wiedza motoryzacyjna i umiejętności prowadzenia samochodu są dostępne jednakowo dla kobiet i mężczyzn, więc powiem, że mam większą wiedzę i umiejętności od przeciętnego kierowcy.

E.S-M: Czy walczysz ze stereotypem związanym z kobietami i samochodami?

I.K: Nie walczę. Robię swoje – szkolę się, podnoszę moje kwalifikacje. I robię program edukacyjny dla kobiet „Automaniaczka – motoryzacja dla kobiet, które chcą wiedzieć”. Staram się moim przykładem i moją historią inspirować kobiety do zmiany w myśleniu o samochodach, motoryzacji i szeroko pojętym bezpieczeństwie.

Każdy człowiek codziennie ma wpływ na to, co i jak robi. I ty, i ja, i wy dziewczyny – wyjeżdżając na drogę decydujemy, czy jesteśmy tu świadomie czy z przypadku. A to niesie ze sobą konkretne konsekwencje. Dla mnie podział jest jeden: na kierowców świadomych i podnoszących swoje umiejętności i na tych, którzy po zrobieniu prawa jazdy uznali, że już wszystko umieją.

Automaniaczka

Fot. Piotr Kubat

E.S-M: Jakie samochody najczęściej wybierają kobiety? Czym kierują się przy ich wyborze?

I.K: To zleży, które kobiety. Te, które znam z podwórka motoryzjacyjnego, to takie, które nie ulegają za bardzo trendom marketingowym i sztucznie kreowanym potrzebom. Wiedzą, jaki chcą rodzaj nadwozia, bo znają swój sposób korzystania z samochodu. Mają rozeznanie w dostępnych jednotach napędowych, czyli w silnikach. Wiedzą, co im się podoba w charakterystyce prowadzenia danego modelu. Wiedzą, po co im konkretny samochód. Wiedzą, że nie ma jednego samochodu do wszystkiego. A to nie jest wiedza zarezerwowana tylko dla automaniaczek.

E.S-M: A przeciętna kobieta-kierowca?

I.K: Wybiera tak, jak jej pozwala wiedza i źródła, z których korzysta, aby się czegoś dowiedzieć. Często trochę „aby szybciej i mieć to z głowy”. Albo  zgodnie z sugestią rodziny i porad „fachowców” z portali specjalizujących się we wszystkim, gdzie autorami porad są…. mężczyźni.

E.S-M: Tyle ile ludzi tyle dobrych rad…

I.K: Na sobie przetestowałam, na początku mojej historii z samochodami cywilnymi, że najlepiej jest mieć swoje zdanie i nie słuchać znajomych i tzw. prawd objawionych (nie kupuj samochodów na f, niemieckie znaczy niezawodne, diesel lepszy od benzyny, skrzynia tylko automatyczna, tylko LPG, itp.). Jak w życiu – im więcej badasz, szukasz, sprawdzasz, tym więcej doświadczeń zbierasz i dajesz sobie szansę na autonomiczny wybór.

Są kobiety, które wybierają pod kątem koloru lakieru albo ilości uchwytów kubków do kawy. Są takie, które podążają za swoimi idolkami z insta, kupując w ciemno to, co ma celebrytka. Wiele kobiet kupuje samochód wskazany przez partnera – bo on uznał, że ten samochód będzie dobry, a one się cieszą, bo mężczyzna zdjął im problem z głowy…

E.S-M: A jakie samochody wybierają?

I.K: Często takie marketingowo nazanczone „dla kobiety” – dużo mało funkcjonalnych gadżetów, które trzeba „wcisnąć” kobietom jako „niezbędne każdej kobiecie”. To dotyczy też rozmiarów samochodów – marketing wymyślił, że SUV-y można wciskać kobietom pod hasłem „duży to bezpieczny” dla ciebie i twojej rodziny. A potem widzisz na ulicach i parkingach kobiety, które kompletnie nie czują gabarytów samochodu, gubią się w ilości systemów „pomagających” w prowadzeniu. Nie trudno wpaść w popłoch, jak przy próbie wjechania na normalne miejsce parkingowe nagle w środku samochodu zaczyna ci coś pikać, wyć i świecić ostrzegawczo. Kiedy mam jechać nowym samochodem pierwsze co robię, to wyłączam mu wszystko co tylko możliwe, aby odzyskać pełnię kontroli nad tym, co robię.

Unikam generalizowania, jednak wydaje mi się, że kobietom brak zdecydowania, własnego zdania i odwagi, aby je mieć w kwestii samochodu. Dlaczego? Nie chcę powiedzieć, „bo według tych kobiet to niekobiece”…

E.S-M: Doradź kobiecie, jak powinna wybrać auto? Co sprawdzić?

I.K: Pierwsze pytanie, na jakie powinnaś sobie odpowiedzieć to: do czego potrzebujesz samochodu i czy go na pewno potrzebujesz.

Jeśli już to wiesz, zrób sobie listę marek i modeli z danego segmentu. Poczytaj o nich. Umów się na jazdę (czy w salonie czy u potencjalnego sprzedającego w przypadku samochodu z rynku wtórnego – używanego). Nie poprzestawaj na opinii partnera, kolegi czy przyjaciółki. W samochodzie trzeba móc usiąść w sposób dający wygodę i prawidłową pozycję. A to nie jest takie oczywiste. Mamy ciała o różnych proporcjach, a możliwości regulacji foteli i kierownicy są różne i wcale nie jednakowe. Baw się dobrze, szukając samochodu!

E.S-M: OK. Mam kilka modeli na oku i co dalej?

I.K: Jak już wybierzesz 2 lub 3 modele i wiesz, jaka jest ich średnia cena, to sprawdź dostępność serwisów autoryzowanych (w przypadku samochodów nowych) – jak daleko jest od ciebie i serwisów niezależnych, specjalizujących się w autach danego producenta, w przypadku samochodów używanych. Poczytaj opinie na forach internetowych i w grupach miłośników tego konkretnego modelu. To kopalnia wiedzy i informacji, których nie uzyskasz w salonach czy w serwisach. Pojedź do takiego serwisu, porozmawiaj. Sprawdź, jak cię tam potraktują. Sprawdź, czy jest czysto – to wiele mówi o człowieku i jego podejściu do rzeczy). Na forach czy w grupach pytaj o dobre serwisy – nie tanie.

Dowiedz się, co jest najczęstszą bolączką tego wybranego przez ciebie samochodu. Jaka jest cena części zamiennych i ich dostępność. Kupując modele spoza Europy musisz wziąć pod uwagę, że czasem na części będziesz dłużej czekać.

Weź w ręce kierownicę i sprawdź, czy dobrze pasuje do twoich dłoni. Sprawdź fizycznie możliwości załadunkowe, jeśli planujesz większe bagaże, bo dużo podróżujesz. Przetestuj sposoby składania foteli. Sprawdź rozmiar opon letnich i zimowych oraz ich ofertę wraz z ceną.

Automaniaczka
Fot. Piotr Kubat

Jeśli kupujesz samochód z rynku wtórnego (używany), to dodaj w budżecie do jego ceny od 5 do 10 tysięcy pln na tzw. pakiet startowy. A co to? To pieniądze potrzebne na już, zanim zaczniejsz jedździć, żeby pokryć koszty tego, czego nie zrobił poprzedni właściciel (bo „przecież ten samochód jest taki super – przez 5 lat nic w nim nie wymieniałem!), a ty musisz to zrobić, żeby móc bezpiecznie jeździć.

Dowiedz się, jakim olejem był zalewany silnik, a jaki jest zalecany (przy samochodach używanych szczególnie).

Zapoznaj się z książką serwisową w przypadku samochodu używanego. W Internecie znajdziesz informacje o zalecanych okresach serowisowania poszczególnych elementów w danym modelu. Prównaj to z książką serwisową – datami i zakresem prac.

Do budżetu na samochoód dodaj cenę szkolenia z doskonalenia techniki jazdy – jeśli stać cię na samochód, to na szkolenie tym bardziej.

E.S-M: Sprawdź oferty ubezpieczycieli…

I.K: To nie koniec listy. Jednak według mnie świadome poszukiwanie samochodu jest niesamowicie kształcące i wkręca. Nie bój się wiedzieć. Im więcej się dowiesz, tym pewniej będziesz się czuła sama ze sobą i ze swoim samochodem.

A jak już kupisz, to spędź w swoim nowym nabytku kilka godzin z instrukcją obsługi w ręku. Dowiedz się, gdzie jest włącznik świateł, światła awaryjne, jak ustawić fotel, lusterka i kierownicę, gdzie są bezpieczniki, gaśnica i trójkąt; gdzie jest otwieranie maski i z której strony masz wlew paliwa; jakim ciśnieniem pompować koła, czy masz koło zapasowe i jakie albo miejsce na nie; a może masz opony typu Run on flat i system TPMS?

No i oglądaj Automaniaczkę – www.automaniaczka.pl. W końcu to program o motoryzacji dla kobiet, które chcą wiedzieć.

E.S-M: Twoja złota rada dla kobiet?

I.K: Cokolwiek w życiu robisz lub chcesz robić, rób to z intencją, że to dla ciebie. Zaskakuj samą siebie. Rozwijaj się dla siebie. Imponuj sobie. Porzuć rywalizację z innymi a nawet ze sobą. Odnajdź radość i satysfakcję z nabywania nowych doświadczeń.

Automaniaczka

Fot. Piotr Kubat

E.S-M: I jest to przekaz i dla kobiet i dla mężczyzn, jeśli przypadkiem jakiś pan nas czyta.

I.K: Dlaczego tak mówię? Ponieważ uczenie się czegoś z chęci imponowania bardzo męczy i rodzi frustrację. Jest szkodliwe i łatwo poprzez takie nastawienie zrazić się do naturalnej ciekawości i poszukiwań w życiu. Nie warto. Poza tym taką wiedzę na pokaz łatwo zdemaskować. Nie zbudujesz w ten sposób zaufania do samej siebie.

E.S-M: Czy kobiety są lepszymi kierowcami? – to pytanie chyba nie powinno paść… (uśmiech)

I.K: Czy sosna jest lepszym drzewem od świerka? Czy wróbel jest lepszym ptakiem od sikorki?Wiem, dlaczego o to pytasz. Jest mnóstwo podobnych zabobonów, nie tylko na polu motoryzacji.

To, jakim kierowcą jesteś, zależy od ciebie – od twojego mindsetu, nastawienia do życia, relacji z samą sobą, chcęcią do rozwoju, inteligencji i odpornością na stereotypy.

Według mnie pytanie nie powinno być o to, która płeć jest lepsza do prowadzania samochodu, tylko: dlaczego ludziom wmawia się, że każdy może być kierowcą? Pewnie wsadzę kij w mrowisko, ale tak jak nie każdy powinien być rodzicem, a przynajmniej nie bez wcześniejszego przejścia przez psychoterapię, tak samo nie każdy powinien mieć prawo do kierowania samochodem. Bez względu na płeć.

E.S-M: Przyznaj się, ile razy porysowałaś samochód?

I.K: Całkiem sporo – na zawodach spotkanie z szykaną zdarzało mi się wiele razy. W jeździe miejskiej, poza przypadkiem ze Skodą i kredensem, zdarzyło się 3-4 razy otrzeć o latarnię, ścianę na parkingu podziemnym. A wszelkie inne porysowania mam „dzięki” innym kierowcom, głównie z parkingów pod hieprmarketami…

E.S-M: Jak ktoś pyta Cie, o twoją pasje, o to co robisz – mówisz o pasji do aut, że jesteś automaniaczką – jak reagują? Czy kobiety reagują inaczej niż mężczyźni?

I.K: To znów zależy, kto pyta. Zależy, czy pytający sam z siebie jest osobą otwartą na rozwój i doświadczenia czy jest zamknięty w świecie stereotypów. W zasadzie rekacji „WOW” i prawdziwej ciekawości, jak i totalnego zdziwienia „ale po co??” jest po równo, u kobiet i mężczyzn. Choć jak teraz sobie myślę, to więcej mężczyzn potrafi przyznać, że mają niewielką wiedzę o samochodach i super, że coś takiego robię, to się dowiedzą, niż kobiet, które, będąc przekonane, że archetypowa kobieca kobieta nie powinna wiedzieć zbyt dużo o samochodach, bo to zrazi mężczyzn, chce to zmienić.

Muszę to powiedzieć: nie musisz być mechanikiem ubrudzonym olejem, żeby dać sobie szansę na poszerzenie wiedzy o motoryzacji. Nikt nie mówi, że musisz sama rozbierać silnik albo wymieniać rozrząd. Chodzi o to, aby we własnym samochodzie czuć się pewnie; aby w serwisie móc porozmawiać z człowiekiem z BOK jak z pełnoprawny klient a nie przsłowiowa blondynka. Automaniaczka daje takie narzędzia – wystarczy tylko dobra wola, aby oglądać i uczyć się.

E.S-M: Jaki na co dzień jest Twój styl? Wyglądasz jak kobieta mechanik czy jednak lubisz typowo kobiecy styl?

I.K: Kobieta mechanik wygląda tak samo jak mężczyzna mechanik (uśmiech). Kiedy idę pracować przy samochodzie i mam w planach prace brudzące, to zakładam rzeczy tzw. robocze (jeansy i t-shirt przeznaczone do pracy w garażu) – nie robię stylówy ala mechanik z kalendarzy wiszących w serwisach samochodowych. Na co dzień cenię wolność i słucham siebie. Moda jest tylko narzędziem do zabawy – nie poddaję się tzw. trendom, tylko wybieram to, co pasuje do mojego charakteru. Mam kolorowe włosy, które podkreślają moją niepokorną duszę wojowniczki-kreatorki. Dbam o wygodę stóp. Porzucając korporację, szpilki schowałam głęboko do szafy, zresztą nigdy nie były dla mnie synonimem kobiecości.

E.S-M: A co jest takim synonimem?

I.K: Autentyczność, wolność w myśleniu, charakter, pasja i otwarta głowa.

E.S-M: Jakie masz plany na przyszłość?

I.K: Chcę, aby „Automaniaczka” wyszła szeroko w świat i przyczyniła się do zmiany mentalności polskich użytkowników samochodów.

E.S-M: Auto o którym marzysz to…

I.K: Peugeot 205 T 16 – rajdowa legenda z lat 80/90. A z nowszych (ale niezbyt;-))? Subaru Impreza STI, niebieska, oczywiście.

Zapraszamy do śledzenia
www.automaniaczka.pl.

Z Iwoną Kubat rozmawiała Ewelina Salwuk-Marko


Komentarze

komentarze