Czy da się nauczyć języka niemieckiego nie mając podstaw? Wywiad #KapitalneBabki

Nauka języka obcego nigdy nie należy do najprostszych. Potrzeba samodyscypliny i chęci, aby opanować język. Część osób, poddaje się już na początku nauki. Edukacja w szkole, znacząco różni się od tej jaką proponuje marka NKJ – którą założyła Klaudyna Czekała. Podchodzi ona, do każdej osoby w sposób indywidualny, a jej metody nauczania nie są typowe i takie jakie sobie wyobrażamy. Czy można nauczyć się języka bez żadnych podstaw? Czy można nauczyć się języka czytając obcojęzyczne gazety? Czy można zakochać się w języku niemieckim? Przeczytajcie wywiad z cyklu #KapitalneBabki

Ewelina Salwuk-Marko: NKJ to skrót od “na końcu języka” – jaka jest misja i idea marki?

Klaudyna Czekała: Mam wrażenie, że moją misją i powołaniem od zawsze było nauczanie. Kocham języki obce, możliwość bezproblemowego komunikowania się za granicą. Nigdy nie wyobrażałam sobie pracy 8h za biurkiem przy wypełnianiu jakiegoś zgłoszenia czy tabelki w wielkiej korporacji. Chciałam stworzyć coś nietypowego, co pozwoli ludziom zakochać się w języku niemieckim i w krótkim czasie opanować go tak, żeby mogli i nie bali się nim komunikować. Coś co pozwoli poczuć się ludziom wyjątkowymi. Po wielu praktykach, pracy w różnych instytucjach (szkołach językowych, szkołach publicznych i prywatnych), zauważyłam, że nic nie daje takich efektów i możliwości jak indywidualne nauczanie, a jeśli dodać do tego pracę na stworzonych przeze mnie materiałach, które są dopasowane do indywidualnych potrzeb, poziomu oraz zainteresowań osoby uczącej się…? Okazało się, że w ten sposób mój uczeń, student Politechniki Łódzkiej opanował niemiecki, nie mając żadnych podstaw, od zera do poziomu niemal zaawansowanego w 1,5 roku! To umożliwiło mu otrzymanie podwójnego stypendium i wyjazd do Niemiec na studia. Stwierdziłam, że to jest sposób, w jaki chcę pracować, by pomagać ludziom spełniać ich marzenia. Wymyśliłam nazwę, otworzyłam własną firmę i zaczęłam uczyć.

E.S-M: Co najbardziej denerwuje / irytuje ludzi podczas nauki języka?

K.C: Brak umiejętności komunikacji w danym języku, co wynika bardzo często z tego, że chcą coś powiedzieć, jednak zbyt skomplikowanym językiem. Brakuje im słów, ponieważ chcieliby od razu, już na pierwszej lekcji, budować zdania złożone podrzędnie z wieloma czasownikami, przymiotnikami. Co zabawne, bardzo często nie używają w ten sposób nawet swojego rodzimego języka, więc dlaczego tak bardzo chcą utrudnić sobie komunikację w języku obcym? Staram się ich nauczyć kreatywności w niemieckim. „Nie wiesz, jak to powiedzieć w ten sposób, nie pamiętasz słówka? Użyj innego, podobnego, nie upieraj się na to konkretne.

Na zajęciach w szkole czy w szkołach językowych, gdzie mamy 6-osobowe grupy, nie ma wystarczająco czasu, żeby ktoś, kto się „zatnie”, bo zapomniał słówka, mógł je sobie na spokojnie przypomnieć, kreatywnie zamienić. Jest za to stres przed grupą i lektor, który swój czas musi poświęcić także pozostałym kursantom.
Kolejna rzecz to nadmiar materiałów, książek, filmików na Youtubie. Z jednej strony to dobrze, bo mamy wiele okazji do nauki. Jednak coraz częściej zgłaszają się do mnie ludzie, którzy mówią, że przytłacza ich ten nadmiar możliwości, że nie wiedzą, od czego zacząć, co jest dobre i sprawdzone.

E. S-M: Dlaczego ludzie w trakcie nauki języka poddają się? Jak ich zmotywować?

K.C: Powody są bardzo przyziemne. Poddają się z powodu braku czasu (praca, dzieci, dom…), tego, że nie mogą znaleźć odpowiednich zajęć lub lektora oraz nie widzą efektów nauki. Ludzie bardzo często ulegają pokusie i zapisują się na intensywne zajęcia raz w tygodniu, np. w soboty na 3 h. Nie ma to najmniejszego sensu, bo po 45 minutach nasz mózg się wyłącza i już nie chce dalej pracować bez dłuższej przerwy.

Osoba początkująca, a nawet średnio zaawansowana, zapisze się na takie zajęcia, cały tydzień nie ma czasu na naukę języka, robi coś tylko w czasie tych 3 h raz w tygodniu, a właściwie to 45 minut, bo przez pozostałe 2 h 15 minut myśli już o wyjściu do domu i weekendzie. Nie ma możliwości, żeby były widoczne efekty. W nauce języków obcych najważniejsza jest systematyczność. Dużo więcej i szybciej nauczysz się, robiąc coś 15 minut dziennie codziennie i spotykając się raz w tygodniu na 1 h z lektorem, niż biorąc sobie na barki 3 h zajęć raz w tygodniu. Człowiek, który nigdy nie przeszedł przez dydaktykę, nie widział, w jaki sposób naucza się ludzi, co jest ważne, jak działa mózg w czasie nauki, nie zdaje sobie z tego sprawy! I w taki sposób zmarnuje pieniądze, swój czas i będzie zawiedziony brakiem efektów. Lub co gorsza, będzie uczył się, ale z błędami, których potem bardzo ciężko się pozbyć. Lepiej od razu uczyć się poprawnie, bo raz źle nauczone zostaje z nami na bardzo długo

E. S-M: Przez lata osiągnęła Pani pewien rodzaj praktyki, podczas nauczania innych, czy zawsze wprowadza Pani te same metody, czy jednak zmieniają się na przestrzeni czasu?

K.C: Tak wyglądają kursy językowe – ta sama książka, przy każdej grupie, lub zmieniana co drugi rok, żeby lektor się nie nudził w czasie zajęć. Ja pracuję z ludźmi indywidualnie, każda osoba jest inna, potrzebuje więc innych metod, innych tematów, zagadnień, co innego sprawi, że będzie do tej nauki chętnie wracać. Inne tematy konwersacji sprawią, że będzie chciała rozmawiać. I o to mi właśnie chodzi.

E.S-M: Pracuje Pani tylko na niemieckojęzycznych materiałach – jaki to daje efekt?

K.C: Ludzie zaczynają myśleć po niemiecku, np. czytają teksty wyłącznie w języku niemieckim, niezaadaptowane do szkolnictwa, nieprzygotowane dla obcokrajowca, żeby mu było łatwiej zrozumieć. Tak naprawdę wrzucam ludzi od razu na głęboką wodę. Można znaleźć w niemieckich gazetach teksty łatwiejsze i trudniejsze. Na początku zaczynam z łatwiejszymi; gdy zaczynam widzieć postęp, wybieram ciut trudniejsze. Ludzie mają też satysfakcję i to ich motywuje do dalszej nauki. Na początku słyszę : „Nie, to była masakra, czytałam ten tekst 3 godziny, bo tłumaczyłam każde słówko”. (Co oczywiście odradzam, na początku chodzi mi o to, by osoba ucząca się wywnioskowała w ogóle temat tekstu, krok po kroku!) A za kilka zajęć słyszę: „Kurczę, wie Pani co? Ja to rozumiem! I ten artykuł był naprawdę ciekawy. Czy możemy porozmawiać o tym na następnych zajęciach?”.

E.S-M: Dlaczego akurat niemiecki? Dlaczego akurat ten język Panią zafascynował?

K.C: Początek był nietypowy, jeśli chodzi o moją przygodę z językiem niemieckim. Przed wycieczką do Niemiec na początku gimnazjum miałam z niemieckiego dwójkę na semestr. Szczerze go nienawidziłam.

Jednak pamiętam, jak pierwszy raz pojechałam do Niemiec. Tata zabrał mnie na wycieczkę do Berlina, kiedy byłam w gimnazjum. Pracował w niemieckiej firmie i akurat musiał coś załatwić służbowo. Zna język niemiecki, więc rozumiał bardzo dużo z tego, co się działo na ulicach, w sklepie, natomiast ja co chwilę musiałam go pytać, o co chodzi. Bardzo mu wtedy zazdrościłam. O ile w szkole niemiecki był sztywny, brzydki i nieprzyjemny, o tyle na ulicach Berlina brzmiał śpiewnie, ludzie byli mili, a miasto fascynujące. Stwierdziłam wtedy, że jest mi wstyd, że nie potrafię nic powiedzieć, a do ludzi, którzy pytają mnie o samopoczucie, tylko głupio się uśmiecham. Często wracałam do tego wspomnienia, gdy zaczynałam uczyć ludzi. Im, też język wydawał się brzydki i trudny. Postanowiłam im więc pokazać, że się mylą… tak jak ja kiedyś.

E.S-M: Jak w obecnych czasach uczyć się języków, bez wychodzenia z domu?

K.C: Mamy mnóstwo możliwości. Możemy kupić książkę, do której są nagrania, więc przy okazji nauczymy się wymowy. Możemy znaleźć różne kanały na Youtubie. Na Instagramie mamy kanały, na których codziennie pojawia się nowe słówko oraz jego zastosowanie. Mamy aplikacje na telefon ze słownictwem, z gramatyką… Możemy oglądać Netflixa po niemiecku. Żyć, nie umierać! I tylko uczyć się języków obcych, do czego bardzo, bardzo zachęcam!

Z Klaudyna Czekała rozmawiała Ewelina Salwuk-Marko

Instagram: nkj.deutsch
Facebook: https://www.facebook.com/nakoncujezyka/
Strona www: https://nakoncujezyka.edu.pl/


Komentarze

komentarze