“Zarabiam więcej od męża!” Czy stereotyp może być przyczyną konfliktów? Przeczytaj wypowiedzi kobiet!

Kwestia związana z pieniędzmi, często pozostaje trudnym tematem w życiu rodzinnym. Od lat istnieją stereotypy, które mówią o tym, że głową rodziny pozostaje mężczyzna i to on powinien więcej zarabiać. Kobiety, powinny zająć się domem i dziećmi. Na szczęście stereotypy te, powoli odchodzą do lamusa. Z drugiej strony istnieją mężczyźni, którzy nie godzą się na wyższe zarobi swojej żony lub mają z tym. Jak to wygląda we współczesnych rodzinach? Przeczytajcie wypowiedzi różnych osób.

Prowadzę własną firmę, mąż pracuje na etacie

W życiu nic nie przyszło mi łatwo. Najpierw studiowałam, potem byłam korposzczurem. W pewnym momencie założyłam swoją firmę. Nie było to do końca przemyślane, ale okazało się strzałem w dziesiątkę. Z biegiem czasu, zaczęłam coraz więcej zarabiać. Mój mąż typowy etatowiec, od lat na tym samym stanowisku z tą samą pensją. Ciepła posadka. Zapuścił tam tak korzenie, że ciężko będzie się go stamtąd pozbyć. On sam także, nie ma większych ambicji. Mi to jednak nie przeszkadza. Ma 26 dni urlopu, płatne L4 na dzieci. Więc tak naprawdę on jest bardziej “kurą domową” niż ja. Jeśli dzieci chorują to pałeczkę nad opieką przejmuje on. To jest układ. Nasz wspólny układ, na którego warunki oboje się zgodziliśmy. Ten, który przynosi więcej kasy do domowego budżetu, ten dba o finanse. Ten kto mniej, dba o dom. Nie jest łatwo pogodzić życie rodzinne z prowadzeniem firmy. Mam pracowników, ale są takie sprawy których oni mnie nie zastąpią. Mamy kredyty, leasingi. Czy mąż ma z tym problem? Chyba nie. Zapytałam go o to i przyznał, że ten układ mu odpowiada. On lubi gotować, poczytać książkę – jest typowym domatorem. Ja uwielbiam jak coś się dzieje, tu telefon, tu zadzwonić. Kocham moje dzieci, mą rodzinne ale do siedzenia w domu się nie nadaje. Mam jakiś cel w życiu. A to, że realizuje siebie i więcej zarabiam to na plus. Bo co to za praca gdzie człowiek pracuje po 12 h dziennie i nie może sobie pozwolić na wakacje. A mi się to udaje.

Aleksandra 42 lata, prowadzi sklep z tekstyliami.

Zarabiam więcej od męża

Zarabiam więcej, ale on o tym nie wie

Temat pieniędzy od początku naszego związku czy małżeństwa to był zawsze trudny temat. Kończył się kłótnią. Ja wszytko widziałam inaczej, myślę że bardziej roztropnie, rezolutnie. Nie lubię wydawać całej kasy na raz i myśleć jak to potem będzie do końca miesiąca. Mój mąż jednak odwrotnie niż ja, żyje chwilą. Uwielbia kupować… pierdoły. Strasznie mnie to irytuje, ale jemu “wszytko się przyda”. Nowa wiertarka, stolik kawowy, kurs wegierskiego. Był taki moment, że bałam się że jest jakiś uzależniony od zakupów. Z biegiem czasu, zaczęłam się rozwijać w firmie w której pracuje. Pracuje długo, wszytko co mam wypracowałam sobie ciężką pracą. Awansowałam kilka razy, tak że mam wysokie stanowisko… mąż o nim nie wie. A raczej nie jest tego świadomy. A Awans związany jest z wyższymi zarobkami. To nie jest tak, że go okłamuje… A mu nie mówię całej prawdy, dla naszego dobra. Kocham go, ale wole trzymać ten finansowy dystans. Mamy osobne konta. Poznaliśmy się jak każdy z nas już pracował i po ślubie, nie połączyliśmy kont w jedno wspólne. Na dzień dzisiejszy uważam że to słuszna decyzja. Wiem, że zarabiam więcej od niego i co z tego. Mi to nie przeszkadza, dopóki on nie ma świadomości ile jest kasy na koncie. Odkładam też kasę na inne konto. Na tak zwaną czarną godzinę. Ja nie potrafię żyć chwilą i ktoś powie, że jestem skromną sknerą, ale ja mam to gdzieś.

Aleksandra 28 lat, pracuje w banku

Zarabiam więcej od męża

Mój mąż nie może tego znieść…

Wg mnie jest to okropny i przereklamowany stereotyp. Kobiety tyle czasu walczyły o wolność o prawa wyborcze, aby nadal się ze wszystkiego tłumaczyć. To chore. A nasze społeczeństwo jest jakie jest. Wychowujemy się w domach, w którym chłopcy mogą wszytko, a dziewczynkom wiecznie coś nie wypada. Nie wypada takiej sukienki, nie wypada takiej pomadki na ustach… nie wypada więcej zarabiać. I takie podejście ma mój mąż. Kompletnie się z tego nie cieszy, szuka zaczepki i powodów do kłótni. Jest już taki etap, że ja nie mówię nic o swojej pracy, nie mówię nic o sowich zarobkach. Ale co z tego, że mamy wspólne konto i on widzi wpływy. Uszczypliwie nazywa mnie “prezesowa. Dokucza mi tym okropnie, często przy rodzinie czy znajomych. Kiedyś na jednej imprezie rodzinnej powiedział, że powinnam dziękować wszystkim mężczyznom, że mam prawo pracować. Wiem, że go to boli, że nie zarabia więcej ode mnie. Zaczepki i kąśliwe uwagi są u nas na porządku dziennym. Kiedyś mnie to irytowało jeszcze bardziej, dziś odpuściłam. Nie będę wojować. Może zmienić prace i zarabiać więcej. Może pracować na własny rachunek. Nikt za nic nie da mu kasy, od tak. Przykro mi tylko, że nie widzi ile mnie to wszytko kosztowało i nadal kosztuje. Ile się uczyłam, ile pracowałam za pół darmo, ile nocy nie przespałam. Bywają dni, że czuje się winna… nigdy nie nazwałam go “nieudacznikiem” czy jakoś inaczej, a w rozmowach czy kłótniach mi to wypomina. Myślec, że tu nie chodzi stricte o kasę. Tu chodzi o męskie ego. Jego ego jest przeze mnie w jakiś sposób naruszone. Myślę, że takimi docinkami on czuje się lepiej, chce mi coś udowodnić.

Kamila 33 lata, prowadzi własną firmę.

Różnice zarobkowe w małżeństwie – punkt widzenia specjalisty

Do wypowiedzi w artykule zgłosiły się Panie, które pragnęły pozostać anonimowe. Nie zgodziły się na upublicznienie nazwisk. Dlaczego taką decyzje podjęły? Dlaczego kobiety nie chcą się przyznać, że więcej zarabiają? Co stoi im na przeszkodzie?

Patrycja Dorsz vel Drożdż

O komentarz do wypowiedzi poprosiłam Patrycje Dorsz vel Drożdż, która jest jest doktorantką na Wydziale Nauk Pedagogicznych DSW, jest także wykładowcą z zakresu komunikacji. Prowadzi indywidualne sesje coachingowe, warsztaty i kursy online dla małżeństw. Zajmuje się badaniami z zakresu mediacji i rozwiązywania konfliktów rodzinnych. Prowadzi także Instytut Rozwoju Sensivia. https://mediacje-rodzinne.eu/

Został przeprowadzony eksperyment w tym temacie…

Patrycja Dorsz vel Drożdż: Kwestia różnicy w zarobkach pomiędzy kobietami i mężczyznami nie jest tylko kwestią ekonomiczną i społeczną, lecz także psychologiczną w szczególności związaną z procesem podejmowania decyzji.

Interesujące eksperymenty na ten temat przeprowadziła Mary Rigdon – profesor nadzwyczajny w Centrum Nauk Poznawczych w Rutgers University. W jednym z jej badań zaproponowano mężczyznom i kobietom realizację zadania, za które zaoferowano wynagrodzenie od 3 do 10 dolarów. Uczestnicy badania mogli zdecydować czy chcą otrzymać 3 czy więcej dolarów. Wyniki okazały się zaskakujące – aż dziewięciokrotnie więcej mężczyzn niż kobiet poprosiło o wynagrodzenie wyższe, od najniższego. Osobom, które poprosiły o 10 dolarów, wypłacano 10 dolarów. W wyniku tego oraz serii innych eksperymentów psychologicznych udało się ustalić, iż kobiety oczekują mniej. Nie są skłonne do rywalizacji oraz ryzyka, jakie trzeba wziąć pod uwagę w walce o wyższe wynagrodzenie.

Nasuwa to wniosek, iż z reguły kobiety rzadziej wchodzą na wyższy „pułap” zarobków w wyniku własnych wyborów lub zaciętej walki o stanowisko. Kobiety czują, że muszą się „napracować”, aby zarobić więcej pieniędzy. Bywa, że zostaje docenione ich naturalne zaangażowanie i „poświęcenie” w realizacji projektów. Kiedy więc otrzymują większe wynagrodzenie, często mają poczucie, iż ciężko na to zapracowały. Ta „ciężka praca” bywa powodem tego, iż kobietom trudniej się przyznać przed partnerem do wyższych zarobków. Czują się niekiedy gorzej, gdyż w przeciwieństwie do mężczyzny – nic „nie przychodzi im tak łatwo”.

W moich doświadczeniach mediacyjnych w sytuacji rozwodu dostrzegam tendencję postrzegania wysokich zarobków kobiet jako „szansę” na obniżenie alimentów na dzieci. O ile w sytuacji wspólnego życia mężczyźni postrzegali wyższe zarobki kobiet, jako sytuacje „niezręczną” lub „uwłaczającą” – w sytuacji, kiedy kobieta zarabia więcej zostając w większej mierze z dziećmi – postrzegają jako korzystną. Zwykle podczas rozmów z rozwodzącymi się małżonkami daje się odczuć żal mężczyzny o to, że to kobieta zarabia więcej. Ten żal niekiedy wpędza mężczyzn w psychologiczną rolę ofiary. Bywa, że mężczyzna popada w bezradność lub świadomie  „wybiera” niższy status swojego życia, chcąc ograniczyć swoje zobowiązania finansowe wobec rodziny.

Na szczęście nie jest to tendencja większości. Wielu mężczyzn docenia fakt, iż żona zarabia więcej i podchodzi odpowiedzialnie do zobowiązań wobec dzieci. Jest to także widoczne w kwestii podziału majątku, podczas którego często uwzględniają większy wkład finansowy żony w budowanie wspólnych dóbr.

*Na prośbę nie zostały podane nazwiska.

Ewelina Salwuk-Marko


Komentarze

komentarze