Facebook, Instagram…nie popadajmy w skrajności

Nieodłączny element naszej rzeczywistości stanowi…wiele rzeczy. Nic więc dziwnego, że mnóstwo  ludzi stało się cybernetycznym potworem, uzależnionym od wszystkiego, co wkłada się do gniazdka (mam na myśli wszelkiego rodzaju urządzenia elektryczne). Kim w ogóle są cybernetyczne potwory?
Przełomowym momentem w życiu „cybero ludzi” było wynalezienie komputera. Jest to stricte  paradoksalne, bo był to jeden z najważniejszych momentów w ich życiu, mimo tego, że ich egzystencja ( w większości przypadków) jeszcze nie miała racji bytu w ówczesnej przestrzeni czasowej (chyba, że ktoś wierzy w reinkarnacje i myśli i może wtedy był ptakiem albo wiewiórką).

Jak wiadomo- konsekwencję dążenia do celu, stanowi nic innego, jak jego osiągnięcie. Absorbującą kwestią jest to, czy fundamentalnym celem ludzi, tworzących takie portale społecznością jak Facebook czy Instagram był fakt, iż potencjalni przyszli użytkownicy mają stać się osobami, które nie potrafią oddzielić realiów prawdziwego życia od internetowej cyberprzestrzeni.  Rzeczą oczywistą jest to, że miało być inaczej. Owe strony miały przynosić (i przynoszą) ogromne korzyści, jednak owych profitów nie byłoby bez internetowych konsumentów czyli bez ogromnej liczby  populacji ludzkiej.

Faktem wręcz żenującym jest mentalność niektórych użytkowników wspomnianego wcześniej facebooka czy też insta (nazwa potoczna), przejawiająca się w nietuzinkowym braku rozgraniczenia życia codziennego od ‘rzeczywistości’ internetowej, kilka przykładów:

-Przykład pierwszy: wyobraźmy sobie potencjalny grudniowy, na dodatek zimny, poranek. Zaczyna padać śnieg, co w tym dziwnego? NIC. Wchodzimy na Facebook’a, a tablica wygląda w następujący sposób: Osoba XX: „Śnieżek <3”, Osoba XY: Paaaaaada śnieg, jak cudownie”, Osoba YY: „Biały puch, widzieliście?” Paranoja za paranoją…nawet euforia, spowodowana pierwszymi opadami śniegu (który i tak jutro się roztopi), nie jest w stanie usprawiedliwić tego rodzaju dokonań. Każdy ma okno (chyba, że mieszka w zamurowanym bunkrze), przez które dokładnie widzi, co dzieje się na otaczającym go świecie. W tym samym momencie analogiczna sytuacja odbywa się na łamach aplikacji Instagram, zdjęcia śniegu (oczywiście otagowane). Sprawa ta dotyczy nie tylko dziedziny meteorologicznej, ale również sportu, polityki, załamania miłosnego, nerwowego, jesiennej depresji, nawet wyboru Papieża! Większość ludzi ma telewizory, a z problemami zdrowotnymi i psychologicznym i radzę udać się do specjalistów, facebookowa tablica nie pomoże!

pada snieg
– Przykład drugi: instagramowe zdjęcia. Aplikacja sama w sobie jest bardzo pomysłowa i funkcjonalna. Szkoda, że ludzie traktują ją jak pamiętnik na zasadzie: „Zobacz, co dzisiaj jadłem, piłem, robiłem, jakie mam teraz paznokcie, włosy…”. Wszystko jest dla ludzi, ale każdy człowiek powinien znać umiar w każdej dziedzinie swojego życia. Bezsensownym dokonaniem jest robienie zdjęcia kawie. Dodatkowym BEZSENSEM jest otagowanie owego zdjęcia, tu kilka przykładów: #instaporn, #instafood, #instadrink, #foodporn, #yolo, #TagsforLikes, #polishgirl, #girl, #photooftheday, można by wymieniać bez końca. Tagowanie zdjęć jest swoistym rodzajem dowartościowania swojej osoby dzięki większej liczbie like’ów. Żenada łączy się z poczuciem żalu. Używajmy tego z rozumem!

bekazinstagramowiczow

Chwała Markowi Zuckerbergowi i Kevinowi Systrom (założył Instagram) za to, czego dokonali! Użytkowanie tych portali jest miłe i przyjemne, jeśli nie popadamy w wielorakie skrajności. Każda skrajna sytuacja przepełniona jest negatywami. Postarajmy się zniwelować je do jak najniższego poziomu, zarówno w życiu codziennym jak i tym internetowym.

 

Paulina Zbrzezna

Fot. Facebook, kwejk.pl

 

Share