Dlaczego właściciele firm nie widzą kryzysu, dopóki nie jest za późno?

W biznesie kryzys rzadko przychodzi bez zapowiedzi. Znacznie częściej skrada się powoli. Zaczyna się od nieznacznego spadku marży, cichej utraty kluczowych klientów czy spadku zaangażowania zespołu. Dlaczego więc tak wielu liderów i właścicieli firm zauważa problem dopiero wtedy, gdy pożaru nie da się już ugasić? Czy to kwestia psychologicznego wyparcia, powielania nieaktualnych strategii, czy po prostu braku odpowiednich narzędzi analitycznych?
O mechanizmach biznesowej ślepoty, pułapkach rutyny oraz o tym, jak wcześnie wykryć niepokojące sygnały, zanim sprawozdanie finansowe zmusi nas do drastycznych kroków, rozmawiamy z Anią Błaszczyk-Figurską właścicielką biura ABF Księgowość w Gdyni.
Czy kryzys w biznesie rzeczywiście potrafi wybuchnąć nagle, bez wcześniejszych ostrzeżeń?
Jako właścicielka biura rachunkowego często słyszę od przedsiębiorców zdanie: „Gdybym wiedział wcześniej, że sytuacja wygląda właśnie tak, podjąłbym inne decyzje”.
Za każdym razem, gdy je słyszę, wracam do jednej ważnej prawidłowości: kryzys w firmie rzadko pojawia się nagle. Zazwyczaj nie zaczyna się od jednej faktury, jednego błędu, jednej nietrafionej decyzji czy jednego trudnego miesiąca. Kryzys najczęściej jest procesem. Rozwija się powoli, miesiącami, czasem latami, a właściciel firmy często widzi go dopiero wtedy, gdy skutki są już bardzo odczuwalne.
Dlaczego tak się dzieje?
Jednym z powodów jest naturalna skłonność człowieka do zakładania, że skoro dotąd coś działało, to będzie działało dalej. Przyzwyczajamy się do pewnego rytmu, poziomu sprzedaży, wysokości kosztów, sposobu pracy zespołu i stylu zarządzania. Nawet jeśli sytuacja zaczyna się pogarszać, umysł często szuka dowodów na to, że „wszystko jest jeszcze pod kontrolą”.
W firmie wygląda to bardzo konkretnie. Sprzedaż nadal rośnie, więc właściciel zakłada, że biznes jest zdrowy. Nie zauważa jednak, że marża spada. Widzi nowych klientów, ale nie analizuje, czy obsługa tych klientów rzeczywiście jest rentowna. Cieszy się z większego obrotu, ale nie sprawdza, czy firma ma wystarczającą płynność. Zespół pracuje coraz więcej, ale właściciel traktuje to jako naturalny etap rozwoju, a nie sygnał przeciążenia organizacji.
Każdy z tych objawów osobno może wydawać się niegroźny. Razem tworzą jednak obraz firmy, która zaczyna tracić równowagę.
Czasem widać to już w pierwszych minutach rozmowy. Właściciel mówi o sprzedaży z dumą, ale gdy pytam o marżę, płynność albo realny koszt obsługi klienta, pojawia się cisza. Nie dlatego, że nie zna swojej firmy. Najczęściej dlatego, że nikt wcześniej nie zatrzymał go przy tych konkretnych liczbach.
Gdzie zatem w pierwszej kolejności pojawiają się sygnały ostrzegawcze, skoro nie w samym codziennym funkcjonowaniu firmy?
Bardzo często pierwsze symptomy kryzysu są widoczne w danych wcześniej niż w codziennym funkcjonowaniu firmy. Wydłużający się czas płatności klientów, rosnące koszty stałe, coraz niższa rentowność poszczególnych usług, problemy z terminowym dostarczaniem dokumentów, częstsze błędy, brak czasu na analizę – to wszystko są sygnały ostrzegawcze.
Problem polega na tym, że wielu przedsiębiorców skupia się na tych liczbach, które są najłatwiejsze i najprzyjemniejsze do obserwowania. Najczęściej jest to sprzedaż. Jeśli sprzedaż rośnie, właściciel ma poczucie, że firma idzie w dobrym kierunku. Tymczasem sprzedaż to tylko jeden z elementów obrazu.
Firma może mieć coraz większe przychody i jednocześnie coraz większe problemy z gotówką. Może obsługiwać więcej klientów, ale zarabiać mniej na każdej transakcji. Może zatrudniać kolejnych pracowników, ale nie mieć policzonego realnego kosztu zespołu. Może inwestować w rozwój, ale nie mieć wystarczającej poduszki finansowej.
Wielu przedsiębiorców chwali się, że zarządza firmą dzięki dobrej intuicji. Czy w dzisiejszych czasach jest to wystarczające?
Intuicja właściciela, choć bardzo cenna, nie powinna zastępować liczb. Intuicja pomaga podejmować decyzje, ale dane pozwalają sprawdzić, czy te decyzje rzeczywiście prowadzą firmę w dobrą stronę.
W mojej pracy często spotykam przedsiębiorców, którzy doskonale wiedzą, ile sprzedają, ale nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, które usługi są najbardziej rentowne. Wiedzą, ilu mają klientów, ale nie wiedzą, którzy klienci generują największy koszt obsługi. Znają wysokość podatku, ale nie analizują regularnie przepływów pieniężnych.
To nie wynika z braku inteligencji czy zaangażowania. Najczęściej wynika z przeciążenia. Właściciel firmy każdego dnia podejmuje dziesiątki decyzji: sprzedażowych, kadrowych, finansowych, operacyjnych, marketingowych. W pewnym momencie zaczyna działać automatycznie. Reaguje na to, co pilne, a nie na to, co strategicznie ważne.
Co w takim razie może zrobić przedsiębiorca aby uchronić swoją firmę?
Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką można zrobić dla bezpieczeństwa firmy, jest regularny przegląd liczb i procesów.
Nie chodzi tu o formalną restrukturyzację w sensie prawnym. Chodzi o dojrzałe zarządzanie: sprawdzanie rentowności, porządkowanie kosztów, analizę płynności, weryfikowanie obiegu dokumentów i budowanie prostych systemów raportowania.
Dobrze prowadzona księgowość może być dla właściciela jednym z najważniejszych systemów ostrzegawczych. Nie dlatego, że księgowa ma podejmować decyzje za przedsiębiorcę. Nie taka jest jej rola. Rolą dobrej księgowości jest pokazywanie danych, porządkowanie informacji i wskazywanie obszarów, które wymagają uwagi.
Decyzja zawsze pozostaje po stronie właściciela firmy. Ale im lepsze ma dane, tym większa szansa, że podejmie ją wcześniej, spokojniej i bardziej świadomie.
Jakimi pytaniami już dzisiaj właściciele firmy powinni zweryfikować stan swojego biznesu?
Najgroźniejsze kryzysy nie są tymi, które przychodzą nagle. Najgroźniejsze są te, które rozwijają się po cichu, podczas gdy właściciel jest przekonany, że wszystko działa tak jak dotychczas. Dlatego warto regularnie zadawać sobie kilka prostych pytań:
- Czy wiem, na czym moja firma naprawdę zarabia?
- Czy znam swoje koszty stałe?
- Czy kontroluję płynność, czy tylko sprawdzam stan konta?
- Czy wiem, które usługi, klienci lub procesy obciążają firmę najbardziej?
- Czy moje decyzje opieram na danych, czy głównie na przeczuciu?
Kryzys rzadko zaczyna się od wielkiego alarmu. Częściej zaczyna się od małych sygnałów, których nikt nie analizuje na czas.
A liczby bardzo często pokazują te sygnały wcześniej niż emocje, intuicja i codzienny pośpiech.
Oliwia Kowalik: Dziękuję za rozmowę

Ania Błaszczyk-Figurska
Główna księgowa, która tłumaczy liczby po ludzku. Od 2009 roku prowadzi biuro ABF Księgowość w Gdyni i wspiera przedsiębiorców w tym, żeby finanse nie zaskakiwały, tylko pomagały podejmować decyzje. Jej znak rozpoznawczy to proste podejście do kosztów, płynności i porządku w dokumentach oraz wykorzystywanie nowoczesnych narzędzi, które oszczędzają czas i pieniądze.
















