Dysmorfia kariery, czyli cichy kryzys milenialsów w pracy. Dlaczego ciągle czujemy, że robimy za mało?

Pracujesz pilnie, dostajesz podwyżki i pochwały, awansujesz a twoje CV naprawdę wygląda zaskakująco i profesjonalnie. Mimo to, ciągle gdzieś z tyłu głowy pojawiają ci się myśli “a co jeśli mogę robić więcej? Stoję w miejscu, inni ciągle robią coś nowego, ciekawszego, zarabiają więcej i nie marnują się. A ja tak”. To nie są oznaki porażki. To klasyczny objaw career dysmorphia.
Czym jest dysmorfia kariery?
Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie. Mamy dobrą pracę, pojawiają się nowe możliwości rozwoju, stała pensja z podwyżkami i rozbudowujące się stanowiska. Wewnątrz jednak pojawia się pustka. Permanentny brak satysfakcji i poczucie, że ciągle robimy za mało. Dysmorfia kariery to pojęcie które opisuje głębokie rozbieżności między obiektywnymi sukcesami zawodowymi, a tym jak sami je postrzegamy. Czym się różni od syndromu oszusta? Te dwa pojęcia są do siebie dość podobne, jednak:
- w syndromie oszusta paraliżuje cię strach i myśl, że nie zasługujesz na swoje miejsce i zaraz wszyscy się o tym dowiedzą, przez co może nawet stracisz swoją posadę
- w dysmorfii kariery wiesz, że potrafisz i widzisz swoje sukcesy ale nie przynoszą ci one żadnej ulgi ani spełnienia. Do tego, poprzeczka natychmiastowo się przesuwa coraz wyżej i wyżej, a cel powoli znika na horyzoncie.
Kogo to dotyka?
Dysmorfia kariery najchętniej dotyka 30 i 40 latków. To oni, gdy wkraczali na rynek pracy kierowali się jedną zasadą: najpierw szkoła, później dobre studia, a dopiero następnie spokojna droga w kierunku dobrze płatnej kariery, kredyt na mieszkanie lub dom i stabilizacja.
Teraz wszystko się zmieniło, świat ciągle przyspiesza. Dla pokolenia Z najbardziej liczy się praca. Nie każdy, kto zda maturę od razu goni za studiami. Większośc tak, jednak zawsze największy nacisk kładą sobie na pracę i karierę, a dopiero daleko, daleko później na stabilizację. Dodatkowo, sztuczna inteligencja sprawia, że wykształcenie które zdobywamy szybko traci na wartości, a pewność jutra znika.
Praca przestała być jedynym źródłem utrzymania, a stała się naszą tożsamością, celem i naszymi wartościami. Kiedy zadamy komuś pytanie “kim jesteś?” poda nam nazwę swojego stanowiska. Nie opowie kim jest jako człowiekiem. Praca staje się osią życia, dlatego tak bardzo każda nawet najmniejsza zawodowa niepewność bezpośrednio uderza w nasze poczucie wartości i pewności siebie. Co również ważne, kiedyś porównywaliśmy się do osób z boku. Teraz jesteśmy wręcz “atakowani” postępami i pochwałami innych na social mediach. Widzimy młodych milionerów, twórców cyfrowych w ciągłych podróżach i tych, którzy nic nie robią a mają wszystko.
3 filary dysmorfii kariery
Całe zjawisko opiera się na trzech mechanizmach:
- krzywe zwierciadło – twoje realne osiągnięcia w twoich oczach stają się dziełem przypadku lub czymś zwykłym, mimo iż otoczenie widzi w tobie eksperta
- ruchoma linia mety – wywalczona podwyżka, nowe stanowisko cieszy tylko przez chwilę. Zaraz potem pojawia się presja aby zrobić coś nowego, nowy certyfikat, szkolenie, bardziej prestiżowy projekt.
- presja systemowa – to nie jest twój defekt. To wynik pracy w rozmytych strukturach korporacyjnych oraz kulturowego przymusu nieustannej produktywności.
Prawda jest taka, że czasy prostej ścieżki zawodowej bezpowrotnie minęły. Naturalnym elementem współczesnego rynku staje się zmiana kierunków, łączenie odległych branż i szukanie własnego sensu poza utartymi schematami. Najważniejsza lekcja jaką niesie ze sobą dysmorfia kariery , sprowadza się do zmiany perspektywy. Zamiast mierzenia każdego swojego kroku cudzą miarą, warto zauważyć jak daleką drogę przeszło się samemu. Praca nie musi być jedynym twoim źródłem sensu ani spektakularną misją. Czasami wystarczy, że daje si stabilizację zostawiając przy tym przestrzeń na to, co naprawdę cię pasjonuje.
















