Czy bycie szefową sprawia frajdę? Co jest największą siłą kobiet w biznesie?

„Atelier Anett to mój azyl, do którego zapraszam ludzi otwartych na nowe i szukających pomysłu na siebie. Wspólnie dokonujemy metamorfoz, które nie są jedynie zmianą wyglądu, ale czymś więcej – zapoczątkowują zmianę w człowieku” – zaprasza do swojego salonu fryzjerskiego Anett jego właścicielka Aneta Załęcka.

Ilona Adamska: Czy bycie szefową sprawia Ci frajdę? Czy bywa jednak obciążające?

Aneta Załęcka: Bycie własną szefową to ogromna satysfakcja i poczucie spełnienia. Założenie własnego atelier fryzjerskiego było realizacją moich marzeń. Teraz mogę całkowicie oddać się temu, co kocham. Mogę działać niemal bez skrępowania i realizować własne wizje. Nikt mi nic nie narzuca. Mogłam pójść w kierunku, jaki chciałam. Zawsze chciałam mieć firmę rodzinną i dziś mam to szczęście, że pracuję z moim synem. Współpraca z nim i innymi osobami daje ogromną satysfakcję. Cieszy mnie to, że mogę kształtować młodych ludzi w tym zawodzie i przekazywać im swoją wiedzę, którą zdobywałam przez wiele lat.

Czy bycie szefową sprawia Ci frajdę? Co jest największą siłą kobiet w biznesie?

Szefowanie samej sobie daje niezależność i wynikającą z niej satysfakcję, ale bywa również trudne. Trzeba cały czas trzymać rękę na pulsie, nie wolno ani na moment odpuścić. To bywa obciążające i wyczerpujące. Często brakuje czasu na inne rzeczy i może na tym ucierpieć choćby życie rodzinne. Trzeba więc umieć kontrolować się.

Skąd pomysł na własne atelier fryzur?

W moim przypadku założenie własnego atelier nie było realizacją pomysłu, a pragnienia, które pochodziło z głębi mojej duszy. Ja się urodziłam z miłością do tego zawodu. Od małego dziecka byłam pewna, że będę kiedyś pracować w tym zawodzie. Moja pasja zrodziła się wraz z moimi narodzinami. Gdy już mogłam oddać się jej, wiedziałam, że kiedyś będę mieć własne atelier. Atelier stworzone według mojego pomysłu, z moich pragnień i wizji. Atelier, które będzie nie tylko miejscem ścinania, farbowania i czesania włosów, ale miejscem, w którym będą rodzić się pomysły, realizować marzenia, zawiązywać znajomości i przyjaźnie. Dziś już wiem, że udało mi się to w stu procentach. To miejsce to mój azyl, do którego zapraszam ludzi otwartych na nowe i szukających pomysłu na siebie. Wspólnie dokonujemy metamorfoz, które nie są jedynie zmianą wyglądu, ale czymś więcej – zapoczątkowują zmianę w człowieku.

Umiesz dziś, po tylu latach pracy we własnym biznesie, odczytywać ludzkie intencje? Kto przyjaźni się z Tobą, bo coś chce od Ciebie, widzi w tym interes, a kto jest Ci życzliwy, szczery, oddany nie patrząc na Twoje kontakty, sukcesy, możliwości?

Myślę, że umiem, jednak ja nie zwracam na to większej uwagi. Nie szukam i nie analizuję złych intencji u innych ludzi, bo wiem, że ludzie z takimi intencjami istnieją i zawsze będą się pojawiać. Wiem też, że ludzie dla mnie ważni mają wobec mnie szczere intencje, a ja potrafię zrewanżować się im tym samym. W moim atelier mam kontakt z wieloma osobami, z wieloma też współpracuję i są to godni zaufania ludzie, którzy nie patrzą na mnie przez pryzmat tego, co udało mi się osiągnąć.

Odnosisz czasem wrażenie, że kobiety muszą się czasem bardziej starać w biznesie od mężczyzn, żeby zyskać uznanie i szacunek?

Generalnie jest tak, że kobiety muszą się bardziej starać, ale wiele zależy od branży, w jakiej działają. Wiele się też zmieniło na przestrzeni czasu. Kiedyś na pewno było trudniej, dziś jest łatwiej. Dużo łatwiej jest kobietom w zawodach uważanych za typowo kobiece, na przykład takim, jak fryzjerstwo. W pewnych grupach zawodowych to kobietom jest łatwiej się wybić. Ja nie analizuję mojej pracy pod kątem, czy łatwiej byłoby mi, gdybym nie była kobietą. Skupiam się na sobie, dążę do celów, jakie sobie wyznaczam, i wtedy płeć nie odgrywa większej roli. Szacunek zyskuje się nie za płeć, a za profesjonalizm, życzliwość, szczerość. Tak jest w moim wypadku i myślę, że jest to zasada, która sprawdzi się i większości osób.

Co, Twoim zdaniem, jest największą siłą kobiet w biznesie?

Kobiety potrafią zmieniać świat. Mają wiele cech, które im w tym pomagają. Wiele się mówi o kobiecej intuicji i to jest prawda, że ona istnieje. My, kobiety, mamy zdolność prawidłowego analizowania sytuacji i przewidywania. To duży atut. Inną zaletą kobiecej natury jest wielozadaniowość. Potrafimy spełniać się i w życiu rodzinnym, i w pracy zawodowej. Kobiety nawet bardziej wytrwale niż mężczyźni dążą do obranego celu, po drodze dokonując wielkich rzeczy. Często nawet nie wiedzą, jak wielka moc w nich drzemie. Nie wiedzą, że mają ukryte zdolności. Jeśli tylko uda im się je odkryć w sobie, to droga do sukcesu w biznesie stoi otworem. Znam wiele takich kobiet i, w pełni świadomie, bez cienia samouwielbienia, twierdzę, że ja też odniosłam prywatny i zawodowy sukces.

Czy bycie szefową sprawia Ci frajdę? Co jest największą siłą kobiet w biznesie?

Jesteś z pewnością silną kobietą. Czy masz potrzebę kontrolowania rzeczywistości, która Cię otacza?

Działalność na własne konto na pewno zmusza do tego, aby mieć pod kontrolą swoje najbliższe otoczenie. Tylko wtedy możemy zrealizować własne wizje. Jeśli damy sobie narzucić niesprzyjające nam warunki, poniesiemy porażkę. Jednak z drugiej strony nadmierna kontrola otoczenia może być zgubna. Próba podporządkowania sobie wszystkiego wokół, a rzeczywistość to dwie różne sprawy. Staram się zachować nad tym kontrolę. Często odpuszczam i zwalniam się z pewnych obowiązków. Nadmierna kontrola potrafi zabrać nie tylko czas, ale i energię do działania. Są rzeczy, których nie da się kontrolować. Trzeba je wtedy odpuścić i pozwolić się im dziać. Trzeba tylko wiedzieć, które to rzeczy, a to czasem bywa najtrudniejsze.

Patrząc na Ciebie można odnieść wrażenie, że masz w sobie wielką radość życia, ogromny entuzjazm i wewnętrzny spokój. Skąd to pozytywne nastawienie do życia?

Moja radość życia wynika z mojego temperamentu. To płynie z wnętrza człowieka. Z tym trzeba się urodzić. Mam ten luksus, że mam kochającą rodzinę, bliskich, których kocham i mam też pracę, którą kocham. Są wokół mnie ludzie, którzy dają mi siłę do tego, aby móc cieszyć się życiem. W moim życiu całkiem niedawno wydarzyło się coś, co jeszcze dodatkowo dodało mi umiejętność czerpania satysfakcji z tego, że po prostu żyję. Tak, że żyję. Dostałam drugie życie i teraz wiem, że trzeba żyć chwilą, cieszyć się każdą dobrą, a ze złych wyciągać wnioski i nauki. Nie ma innego wyjścia. Wiem, że rzeczywistość często nie bywa różowa, ale ważne jest, aby przykrym wydarzeniom nie pozwolić zdominować naszego życia.

Skąd w Tobie tyle determinacji do pracy? I przy okazji pomocy innym, bo wspierasz mocno działania Fundacji Rak’n’Roll?

Determinacja do działania wynika po prostu z miłości do mojej pracy i mojego zawodu. Kocham fryzjerstwo, kocham ludzi, którzy do mnie przychodzą. Nie mogłabym wykonywać pracy, do której musiałbym się zmuszać, ani zawodu, który by mi nie odpowiadał. Z każdym dniem się rozwijam, zdobywam nowe doświadczenia, poznaję trendy w branży, spotykam na swojej drodze nowych, wspaniałych ludzi. Każdy pozytyw, jaki mi się przytrafia, dodatkowo mnie nakręca, dodaje skrzydeł, wzbudza uniesienie.

Czy bycie szefową sprawia Ci frajdę? Co jest największą siłą kobiet w biznesie?

Pomagam, ponieważ czuję, że powinnam. Dziś ja pomagam, a za chwilę to ja mogę potrzebować pomocy. Już ją zresztą nie raz w życiu otrzymałam, najwięcej, gdy byłam na krawędzi życia i śmierci. Odzew na akcję ścinania włosów dla Fundacji Rak’n’Roll zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i dziś nie ma opcji, żeby tę machinę zatrzymać. Gdy przychodzą do mnie ludzie, którzy chcą podarować włosy dla kobiet chorych onkologicznie, dodaje mi to skrzydeł. Często są to jeszcze dzieci, a są już tak bardzo świadome tego, jakie dobro czynią. Nierzadko przyjeżdżają do mnie osoby z bardzo daleka i to też utwierdza mnie w przekonaniu, że warto, a nawet trzeba pomagać.

Co jest najtrudniejszego w prowadzeniu własnego salonu fryzjerskiego?

Jestem przekonana i świadoma tego, że jestem dobra w tym, co robię, więc najtrudniejsze mam za sobą. I kocham to, co robię. Pozostaje więc tylko organizacja całego atelier tak, aby móc sprawiać, że moi klienci wychodzą ode mnie zadowoleni. Wiem, że tacy są, bo zawsze mam wielu klientów. Chciałabym móc obsłużyć ich jeszcze więcej, ale brakuje czasu. Mam wiele pomysłów, na które też często brakuje czasu. Staram się wiec tak skoordynować działania, aby to się udawało. Mankamentem własnego biznesu, co na pewno potwierdzi każdy, kto tak pracuje, są wszelkie sprawy formalne. Zabierają mnóstwo czasu, który można byłoby przeznaczyć na istotę i sedno sprawy. Nie wszystko można zlecić komuś innemu. Trzeba się jednak z tym pogodzić, bo są rzeczy nie do przeskoczenia.

Trzy złote rady dla kobiet, które marzą o otwarciu własnego atelier?

Trudno wybrać tylko trzy, bo mogłabym ich wymienić mnóstwo. Przede wszystkim, trzeba kochać to, co się robić, bo to znacznie wszystko ułatwia. Trzeba pamiętać jednak, aby znaleźć równowagę pomiędzy miłością do pracy a miłością do bliskich. Po drugie, trzeba wiedzieć, czego się chce, a potem w realizacji planów wierzyć w siebie i we własne możliwości. Nie jest to łatwe i trzecia rada jest taka, żeby zaakceptować niepowodzenia i porażki, bo one są nieuniknione. Na sukces nie ma gwarancji i trzeba się liczyć nawet z niepowodzeniem całego przedsięwzięcia. A ponieważ jestem fanką Marilyn Monroe, to dodam, że warto do tego wszystkiego dołożyć odrobinę szaleństwa i spontaniczności, a znakiem szczególnym powinnyśmy być my same i nasza osobowość. Bo właśnie taka była wielka Marilyn – szalona, nieprzewidywalna, ale jednocześnie zawsze była sobą.

Rozmawiała: Ilona Adamska

Share

Podziel się swoją opinią

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj!
Postanowiliśmy pokazać na łamach portalu Feszyn.com - wyjątkowe, ciekawe polskie,…