Tbilisi co warto zobaczyć?

LEGENDARNE POCZĄTKI

Wszystko zaczęło się w V wieku, kiedy Wachtang Gorgasal, król Iberii, wyruszył na polowanie. Jego jastrząb upolował bażanta, ale król długo nie był w stanie odnaleźć zdobyczy. Okazało się, że oba ptaki wpadły do źródła z gorąca wodą i zginęły poparzone. Król natychmiast docenił, jak wielkim luksusem są gorące źródła i kazał w tym miejscu wybudować miasto. Nazwano je Tbilisi od gruzińskiego słowa „tbili”, czyli ciepły. Syn Wachtanga w VI wieku przeniósł do Tbilisi stolicę swojego kraju, a z czasem miasto stało się stolicą zjednoczonej Gruzji i największą metropolią w regionie.

Historycy mają oczywiście własną wersję tych wydarzeń, o wiele bardziej prozaiczną i twierdzą, że Tbilisi powstało już w drugiej połowie IV wieku. Nie wnikając w szczegóły można po prostu powiedzieć, że Tbilisi to miasto stare i fascynujące bogactwem zabytków oraz wielokulturową tradycją. Siarkowe łaźnie są tylko jedną z wielu jego atrakcji. Próba jego opisania dzisiaj jest jednak ryzykowna, bo stolica Gruzji zmienia się w mgnieniu oka. Nowoczesne budynki rosną, jak grzyby po deszczu, a stare dzielnice są odnawiane w tempie, jakiego polscy drogowcy nie potrafią sobie nawet wyobrazić.

SLUMSY I WIEŻOWCE

Na ogół mówienie o mieście, że jest pełne kontrastów jest tylko pustym frazesem, ale nie tutaj. W 2004 roku wybudowano tu największą świątynię na Kaukazie, której kopuła wznosi się na wysokość 68 metrów. Obok pozostawiono jednak osiedle rozpadających się domów bez dachów i ścian. W ciągu pół roku nad rzeką wzniesiono supernowoczesny gmach ministerstwa sprawiedliwości, który przypomina statek kosmiczny. Natomiast toalety na dworcu autobusowym przypominają wygódki z wczesnego średniowiecza. Na ulicach poobijane żiguli tkwią w korkach z najnowszymi modelami mercedesów jak równy z równym. Na każdym kroku czeka niespodzianka: raz jest to waląca się rudera, której nie spodziewacie się w samym centrum miasta, a innym razem futurystyczny budynek o niezwykłym kształcie. Obserwując to tętniące życiem i pełne sprzeczności miasto nie można się nudzić.

NAJSTARSZE PEREŁKI

Goście często kierują swoje pierwsze kroki do Starego Tbilisi, gdzie w malowniczych zaułkach kryją się największe perełki gruzińskiej architektury. Początki najstarszej świątyni sięgają przełomu V i VI wieku. Jest to Bazylika Anczischatyjska o prostej i surowej bryle, ale pełna eleganckiego wdzięku i wciąż tłumnie odwiedzana przez wiernych. Wielkim kultem otoczona jest też katedra Sioni, w której znajduje się jedna z najważniejszych relikwii Kościoła Gruzińskiego – krzyż św. Nino. Dokonała ona chrystianizacji Gruzji w IV wieku, a krzyż wykonała sama przewiązując gałązki winorośli własnymi włosami. Ulica Ereklego II łącząca oba te kościoły jest pełna uroczych knajpek i restauracji.

Katedra

Po przejściu na tyły katedry Sioni naszym oczom ukaże się futurystyczna kładka dla pieszych, po której można przedostać się na drugą stronę Kury – najdłuższej rzeki w Gruzji. Tam, na skraju urwistego brzegu rzeki, czeka na nas kolejna stara cerkiew zwana Metechi. Jak wszystkie budowle w Tbilisi ma ona bardzo burzliwą historię. Wzniesiona została prawdopodobnie w XIII wieku, ale wielokrotnie była niszczona i odbudowywana. Podobnie jak całe Tbilisi, które stanowiło łakomy kąsek dla licznych najeźdźców: Arabów, Mongołów, Persów, ponieważ usytuowane było na szlaku handlowym. Przed cerkwią stoi konny posąg króla Gorgasala – legendarnego założyciela miasta.

SPOJRZENIE Z GÓRY

Udając się w górę od cerkwi zagłębiamy się w dzielnicę Avlabari, która do niedawna zamieszkana była głównie przez Ormian, o czym świadczą ormiańskie kościoły. Tutaj prace renowacyjne trwają właśnie w najlepsze. W tej części miasta usytuowana jest również katedra Cminda Sameba, która góruje nad całym Tbilisi. Swoją architekturą nawiązuje do tradycyjnych kościołów gruzińskich, ale powstała kilka lat temu, jako podziękowanie za odzyskanie niepodległości przez Gruzję. W pobliżu znajduje się pałac prezydencki, który wygląda jak kopia Bundestagu ze szklaną kopułą na szczycie.

Z parku Rike można udać się kolejką linową na szczyt wzgórza znajdującego się po drugiej stronie rzeki. Rozłożyła się na nim twierdza Narikała. Klika kroków dalej w dumnej pozie stoi matka Gruzinów – Kartlis Deda i pilnuje swojego ukochanego miasta. W jednej ręce trzyma czarę z winem na powitanie przyjaciół, a w drugiej miecz dla wrogów. W ten sposób najlepiej przedstawia gruziński charakter. Gruzini są skłonni do przesady i popadają ze skrajności w skrajność: mogą kochać albo nienawidzić. Dla przyjaciół są wspaniali, ale dla wrogów nie mają litości.

2-spojrzenie-z-gory

CHWILA RELAKSU

Bardzo stromymi uliczkami wracamy do starego miasta. Mijamy piękne domy z charakterystycznymi balkonami o bogato rzeźbionych balustradach. U stóp wzgórza znajdują się wspomniane łaźnie siarkowe. Jest ich kilka, a najbardziej znana jest Pstra Łaźnia o pięknej fasadzie udekorowanej błękitnymi i turkusowymi płytkami. Zachwycał się nią sam Puszkin, który kąpał się tu w XIX wieku. Tutejsze łaźnie były nie tylko miejscem, gdzie dbano o higienę, ale również centrum życia towarzyskiego, gdzie spotykano się, aby porozmawiać przy winie i obiedzie. Dziś również można wynająć prywatny pokój i spędzić rozkoszne chwile poddając się masażom i peelingom. Każdy, kto się na to zdecyduje wychodzi z łaźni zachwycony. Niewiarygodne jak zbawienny wpływ na człowieka może mieć szorstka szmata i bezlitosne ręce masażystki.

Jeśli ta półtoramilionowa metropolia zaczyna męczyć, można udać się na spacer do pobliskiego ogrodu botanicznego, który rozciąga się na wzgórzu pomiędzy łaźniami a twierdzą Narikała. W centrum ruchliwego miasta można odnaleźć spokój i wytchnienie podziwiając niezwykłe rośliny. W pobliżu łaźni znajduje się również dowód na wielokulturowość Tbilisi. Na przestrzeni około 500 metrów można znaleźć meczet, synagogę, kościoły gruziński, ormiański i katolicki. Ludzie wszystkich tych wyznań żyli tu przez lata w harmonii i zgodzie, gdyż panowała tu wolność wyznania.

W STRONĘ CENTRUM

Czas opuścić stare miasto i idąc w górę ulicą Leselidze dojść do reprezentacyjnej części miasta, która powstała w XIX wieku, gdy rządzili tu Rosjanie. Po drodze warto zajrzeć do jednej z licznych restauracji i spróbować przysmaków kuchni gruzińskiej. Gruzini uwielbiają celebrować wieczorny posiłek. Zastawiają wtedy stół olbrzymią ilością jedzenia i wina, piją, jedzą i śpiewają godzinami. Atmosfera takiej uczty jest niezapomniana, a przewodzi jej tamada, który wznosi niekończące się toasty i dba o to, żeby wszyscy dobrze się bawili. Jest on tak zasłużony dla kultury gruzińskiej, że nawet postawiono mu pomnik w centrum starego miasta.

Reprezentacyjna aleja Rustaweli zaczyna się na Placu Wolności. Góruje nad nim kolumna z pomnikiem św. Jerzego – patrona Gruzji, która kilka lat temu zastąpiła pomnik Lenina. Od placu w jedną stronę odchodzi ulica Barataszwili, którą niedawno wyremontowano w taki sposób, aby wyeksponować stare mury miasta. Przy tej ulicy znajduje się budynek dawnego seminarium duchownego, w którym studiował Stalin. Obecnie mieści się tam Muzeum Sztuki Gruzji, ale ekspozycja jest znacznie ograniczona w związku z przeprowadzanym tam remontem.

SPACER PO ALEI

Stamtąd jest już tylko kilka kroków na wspomnianą aleję Rustawelego, która jest główną arterią miasta. Przy niej znajdują się najważniejsze instytucje na czele z budynkiem, gdzie do niedawna obradował parlament. Aktualnie jego siedzibę przeniesiono do Kutaisi, ale to właśnie tutaj odbywały się liczne manifestacje i protesty za każdym razem, gdy Gruzini walczyli o poprawę swojej sytuacji. Jeszcze w czasach ZSRR domagali się tutaj niepodległości, a w czasie rewolucji róż żądali odejścia Szewardnadzego. Przy tej alei znajdują się również Teatr Opery i Baletu, Muzeum Narodowe, Teatr im. Szoty Rustawelego i wiele innych budynków użyteczności publicznej oraz najdroższe w mieście sklepy.

KROPKA NAD I

Po obejrzeniu centrum miasta warto udać się gdzieś dalej. Można dojechać na szczyt góry Mtatsminda, gdzie znajduje się duży park rozrywki i skąd roztacza się widok na całe miasto. Na zboczu tej góry usytuowany jest kościół Mama Dawidi, a obok niego cmentarz zasłużonych – gruziński panteon. Pochowani są tu bohaterowie narodowi, artyści, przywódcy i politycy, a między nimi spoczywa Jekaterina Geladze – matka Stalina. Równie ciekawym miejscem jest usytuowany na sąsiednim wzgórzu skansen – Muzeum Etnograficzne. Co prawda budowle są w większości zamknięte i dosyć zapuszczone, ale widoki ze szczytu wzgórza zapierają dech w piersi. Stamtąd spacerkiem można przejść nad jezioro Żółwie i odpocząć przy kieliszku wina.

3-jakos-przy-koncu

Dla wielu Polaków szczególnym przeżyciem będzie dotarcie na ulicę Lecha Kaczyńskiego i zobaczenie pomnika upamiętniającego Prezydenta. Jest to hołd, który Gruzini złożyli człowiekowi, uważanemu tu powszechnie za przyjaciela i obrońcę tego kraju. Doceniają oni jego wsparcie w walce przeciwko Rosji. Dzięki osobie prezydenta Gruzini darzą nas ogromną sympatią, co można przeliczyć na dzbanki wina ofiarowywane w restauracjach polskim turystom przez zupełnie obcych ludzi.

Wiekowe zabytki, urocze wąskie uliczki, malownicze wzgórza i zachwycające widoki to rzeczy, które można spotkać w wielu miastach na świecie. Jednak jest coś, co czyni Tbilisi wyjątkowym: cudowna atmosfera i pozytywna energia bijąca od ludzi na ulicach. Wszyscy są serdeczni i przyjaźnie nastawieni do gości. Gościnność to dla Gruzinów sport narodowy, a kwintesencją tej cechy są supry – uczty. Można schodzić całe Tbilisi, ale jego urok docenimy dopiero jedząc gorące chaczapuri, pijąc wino i spoglądając znad suto zastawionego stołu na panoramę miasta nocą.

Monika Pazera

#kapitalnebabki
Share