Dwie rzeczy dają nam największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie

Ilona Adamska
fot. Kasia Paskuda

Z Iloną umówiłam się na wywiad telefoniczny tuż przed samym niedzielnym obiadem. Mamy dwadzieścia minut, by porozmawiać o jej nowym projekcie – książce o kobietach. Powstaje wyjątkowy materiał o kobiecej sile, miłości do samej siebie, poczuciu spełnienia. Przede wszystkim jednak o kobietach… Czy faktycznie możemy na siebie zawsze liczyć? Zapraszam do lektury. 

Ewelina Salwuk-Marko: Ilonko, cały Facebook huczy o Twoim nowym projekcie, książce „Kobiety o kobietach, czyli cała prawda o płci pięknej”. Cóż to za nowy pomysł?

Ilona Adamska: To prawda. Robi się coraz głośniej o moim nowym projekcie. Książce, którą wymyśliłam spontanicznie na początku stycznia. Stwierdziłam, że warto zająć się tematem, który bardzo często zamiatany jest pod dywan. Kobiety bowiem boją się mówić głośno i szczerze o tym, co myślą o innych kobietach. O tym się rozmawia, ale w kuluarach. A ja stwierdziłam, że temat wart jest uwagi, że warto obalić pewne mity. Warto też zrobić sobie rachunek sumienia i samej przyznać się do tego, czy faktycznie zawsze było się fair wobec innych kobiet, wobec koleżanek z pracy, przyjaciółek, znajomych… 

W książce pojawi się sporo znanych nazwisk…

Zaproszenie do projektu przyjęły już m.in. Joanna Brodzik, Anna Korcz, Katarzyna Pakosińska, Lidia Popiel, Monika Zamachowska, Jolanta Fajkowska, Ania Rusowicz, Beata Pawlikowska, ale także popularna pisarka Katarzyna Bonda czy ceniona psycholożka Katarzyna Miller. Wciąż czekam na odpowiedzi jeszcze kilku gwiazd. 

Dużo mówi się o tym, że kobiety są wspaniałe, wyjątkowe, wspierają się i motywują… Czy aby na pewno?

Na pewno jest coraz lepiej, ale wciąż nie jest idealnie. To się wszystko powoli zmienia. Wczoraj byłam na fantastycznym wydarzeniu w Białymstoku pod hasłem „Biznes w małej czarnej”. W trakcie przerwy pomiędzy kolejnymi prelekcjami rozmawiałam z uczestniczkami spotkania, które wprost mówiły o tym, że najwięcej krzywd i nieprzyjemności spotkało je ze strony innych kobiet. Że pewne rzeczy się podkolorowuje, bo tak lepiej brzmi, lepiej to wygląda PR-owo. Jestem także po pierwszych wywiadach do mojej książki i na podstawie kilku rozmów mogę powiedzieć, że panie nie do końca wierzą w solidarność jajników. Mówią o tym, że – owszem – ona istnieje, ale w określonych momentach, sytuacjach. Nie zawsze! 

Czego zatem kobiety sobie zazdroszczą przede wszystkim?

Zdecydowanie pozycji życiowej, lepszej pracy, fajniejszego partnera. No i oczywiście wyglądu. 

fot. Kasia Paskuda

Ale czy faktycznie jest aż tak źle, z nami kobietami?

Oczywiście, że nie. Na co dzień dostaję tyle dowodów sympatii ze strony kobiet, że aż czasami dosłownie wzruszam się i mówię sobie: „kocham te babeczki!”. Ja uwielbiam pracować z kobietami. Kobiety mają niesamowitą siłę. Potrafią się jednoczyć, wspierać, wzajemnie motywować. Uważam, że wszystko zależy od człowieka, nie od płci. Od naszego charakteru, osobowości, wychowania. I od tego, czy kochamy same siebie, akceptujemy. Bo aby ktoś nas kochał, lubił, szanował, najpierw musimy pokochać same siebie. I broń Boże nie mam tu na myśli miłości narcystycznej. Chodzi mi o życzliwe podejście do samej siebie. O patrzenie na siebie z szacunkiem, akceptacją. O bycie dobrą dla siebie. O wybaczanie sobie błędów czy potknięć. Bo nikt z nas nie jest idealny!

Łatwo jest nauczyć siebie kochać?

Mężczyznom zdecydowanie przychodzi to łatwiej. My kobiety mamy wciąż z tym problem. Ja sama uczę się tego nieustannie. Ale postanowiłam jakiś czas temu wyluzować. Postanowiłam patrzeć na siebie przychylniejszym okiem. Nie wymagać od siebie za dużo. Bycie perfekcyjną zabija. Perfekcjonizm to choroba, jak każda inna. Zaczęłam wreszcie rozumieć, że dobrze nie znaczy idealnie. Że nie muszę zawsze działać na 100%. Nie muszę się też wszystkim podobać. Zaczęłam nagradzać siebie za wykonaną pracę. Chwalić siebie za najmniejsze sukcesy. Niespodziewana śmierć mojego Taty kilka miesięcy temu, poza dodatkowymi kilogramami (śmiech), dała mi przede wszystkim niesamowitą lekcję pokory. Zauważa to przede wszystkim mój partner, który jest na co dzień ze mną i który dostrzega te zmiany. Nauczyłam się z pokorą podchodzić do życia. Osoba pokorna to osoba pogodzona sama z sobą, akceptująca siebie, nieodczuwająca potrzeby, by wywyższać się we własnych oczach i w oczach innych. To osoba, która nie podejmuje działań zmierzających do udowadniania sobie i innym, że jest warta więcej niż to, na co wskazują jej osiągnięcia. Dla mnie akceptacja siebie jest wyrazem siły wewnętrznej i niezależności. Słynny filozof, Seneka, mówił kiedyś: „Dwie rzeczy dają nam największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie”. Nie zapominajmy o tym.

Jak więc zaakceptować siebie? Pokochać siebie mimo wad?

Uczę tego na swoich warsztatach „Idealnie Niedoskonała”. Przede wszystkim należy spojrzeć na siebie z dystansem i… miłością. Dajmy sobie prawo do błędów, ale wyciągajmy z nich wnioski. Pamiętajmy, że nie zawsze musimy wygrywać. Że porażki są źródłem naszego samorozwoju. José Antonio Marina mówił: „Przyznanie się do pomyłki i wykorzystanie jej do rozwoju to chlubny, graniczący z genialnością wyczyn”. Jak coś nam nie wyjdzie – trudno. Wstań, otrzep kolana i idź dalej. Czasem trzeba upaść na samo dno, by odrodzić się na nowo. By wstać silniejszą, zanim się upadło. Poza tym pamiętajmy, żeby szukać szczęścia w sobie. Kiedy szukamy szczęścia poza nami, nasz nastrój uzależniony jest od innych. Czujemy się gorzej, gdy zanika zewnętrzny bodziec. Powoduje to często niepewność i różnego rodzaju uzależnienia. Zauważmy, jak wiele kobiet swój nastrój i poprawę samopoczucia uzależnia dziś od liczby lajków i komentarzy pod zdjęciem na Facebooku. Jeśli będziesz kochać siebie – akceptacja innych, ich adoracja, uwielbienie, komentarze nie będą ci potrzebne do szczęścia. Nie możemy szukać na siłę aprobaty u innych ludzi. Poleganie na opinii innych sprawia, że stajesz się wrażliwa, łatwo cię zmanipulować. Otaczaj się ludźmi, którzy akceptują cię taką, jaka jesteś. Bez względu na to, czy masz gorszy dzień, 10 kg więcej, straciłaś pracę itd. I nie zapominajmy o poczuciu humoru. Jest ono cechą dojrzałej osobowości. Wskazuje na nasz dystans do siebie, daje spokój, wewnętrzną siłę, komfort psychiczny. Szukajmy więc koło siebie ludzi wesołych, pogodnych, które zarażą nas dobrą energią. 

Z tą radą zostawiamy nasze Czytelniczki. Dziękuję Ilonko za krótką, ale niezwykle inspirującą rozmowę. 

Z Iloną Adamską rozmawiała Ewelina Salwuk-Marko

fotograf ślubny kraków

Komentarze

komentarze

PODZIEL SIĘ