,,Piąta pora roku” – starość też radość

Film ,,Piąta pora roku” Jerzego Domaradzkiego przedstawia dojrzałość podaną nie z patosem, ale z dystansem. Parę lat temu ,,Rysa” pokazała poruszającą historię małżeństwa, w którym kilkanaście lat obecne było porozumienie i zrozumienie. Jednak pewność do drugiej osoby została poddana próbie. W filmie Domaradzkiego jest odwrotnie. Na początku trudno odnaleźć zaufanie, nie przekreśla to wcale poznania czyjegoś charakteru.

Witek (Marian Dziędziel) i Barbara (Ewa Wiśniewska) będą musieli wspiąć się na wyżyny osobowości, żeby się wzajemnie tolerować. On to kierowca mający za sobą wiele tysięcy kilometrów, ale żadnych wrażeń z podróży. Jego wyprawy kończą się na graniu w klubie disco – polo ,,55 plus”. Ona to wdowa po malarzu, zwracająca dużą uwagę na maniery. W wyniku pewnej sytuacji Barbara musi dostać się nad morze. Witek może spełnić jej prośbę i tak ruszają nad Bałtyk.

Bohaterowie spotykają np. policjantów, grupę motocyklistów i prostytutkę. Te sceny zrobione są zdecydowanie pod wzbudzenie w widzach śmiechu, ale można by trochę urozmaicić sposób ich przedstawienia niż wyłącznie polegać na znanych tekstach. Nie kłują one na szczęście bardzo w oczy, co spowodowane jest przede wszystkim wiarygodną grę aktorską.

Podświadomie wiadomo, że w rzeczywistości zapewne Barbarze i Witoldowi byłoby trudno pójść na kompromis, już nie mówiąc o sympatii. Mimo to ,,Piąta poru roku” to przyjemny seans, przeznaczony nie tylko dla dojrzałych widzów.

Małgorzata Rybak

5poraroku


Komentarze

komentarze