Wyżej sram, niż dupę mam – czyli jak inni postrzegają naszą pracę

Wyżej sram, niż dupę mam

Czy Twoi bliscy, przyjaciele, rodzina albo dalsi znajomi potrafią powiedzieć, czym się zajmujesz? Co robisz na co dzień? Czy wiedzą, jakie studia lub kursy skończyłeś? Gdzie zdobyłeś doświadczenie? Czy oceniają Cię przez pozory, tak naprawdę, nie znając faktów? Myślę, że nikt nie wie, jak wygląda dana praca od kuchni, co się za nią kryje i ile potrzeba wiedzy lub czasu, aby osiągnąć jakiś poziom. Powierzchowne odczucia często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a tworzą wiele stereotypów. Szczególnie tych nieprzyjemnych i złośliwych. Są na świecie osoby, które jednak uważają, że ktoś na coś nie zasłużył, że przesadza, wyolbrzymia pewne rzeczy albo wszystko spada mu z nieba. Czy faktycznie kreujemy siebie inaczej, niż to wygląda w rzeczywistości? Aby sprawdzić, czy moja teza ma jakiś sens i ma rację bytu, zapytałam kilka kobiet o ich zdanie na ten temat.

Bo mi to wszystko z nieba spada

To, gdzie właśnie się znajdujemy, w jakim momencie życia i pracy jesteśmy, to są nasze osobiste wybory. Wybory poparte własnymi marzeniami i celami, nierzadko porażkami czy sukcesami. Często towarzyszą nam ambicje i chęci osiągnięcia czegoś większego, ważniejszego, zrobienia czegoś oryginalnego. Za każdymi osiągnięciami kryje się mnóstwo pracy, wyrzeczeń i wysiłku.

Dziwiło mnie zawsze przekonanie niektórych osób, że: „A Tobie, to łatwo przyszło”. Nie znam nikogo na świecie, komu cokolwiek by łatwo przyszło, kto nie poświecił czegokolwiek, aby coś zbudować.  Zawsze odpowiadam wtedy ironicznie: „Co to znaczy łatwo?” Aaa, no tak. Siedzę sobie przed telewizorem i oglądam serial, i w tym momencie – dzyń, dzyń – przelew na fajną sumkę wpływa na moje konto. Albo obieram telefon: „Pani Ewelino, ja całe życie na panią czekałam, pozwoli Pani, że przeleję dwa razy tyle, ile w ofercie, i proszę się nie przepracowywać, może Pani zrobić połowę tych wyznaczonych zadań”. I w tym momencie widzę zdziwienie na twarzy. Tak łatwo przychodzi nam powierzchowne ocenianie innych, bez trudu potrafimy sobie wyobrazić jego pracę. A często rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Nikomu nic z nieba nie spada (chyba że spadek na pokaźną sumkę).

Poczucie własnej wartości czy jednak pycha?

Wiele czasu kosztowało mnie odzyskanie własnej wartości i poczucia, że jestem kimś ważnym, że potrafię dużo i mogę coś fajnego robić. Jestem przykładem tego, że praca na etacie potrafi zniszczyć psychicznie człowieka. Natłok negatywnych emocji, presja, szowinizm czy poniżanie – dotyka niejedną kobietę we współczesnym świecie. Mnie udało się być ponad tym wszystkim. Przepracowanie emocji i własnego życia, mówienie o tym otwarcie – jest trudne.

I tu, w momencie kiedy wydawać by się mogło, że wszystko jest dobrze, tak jak powinno być, przychodzą osoby trzecie, które mylnie nas osądzają. Spotkałam się z przekonaniem, że stawiając siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu, jestem osobą zarozumiałą, którą cechuje pycha. Takie słowa bardzo mnie raniły i nadal ranią, i trudno mi wytłumaczyć innym, że ja też jestem ważna i mogę mieć inne zdanie. Tym samym, takie sytuacje pokazały mi różne toksyczne relacje, od których trudno się uwolnić. Nie jest łatwo, szczególnie jeśli są to bliskie ci osoby, aby ograniczyć kontakt lub go całkowicie zerwać. Toksyczni ludzie ciągną nas w dół pod każdą postacią – mentalną, psychiczną i fizyczną. Zabierają nam cenny czas, przytłaczają i tak naprawdę nic nie wnoszą do naszego życia.

Ona powinna więcej pracować, bo wyżej sra, niż dupę ma

Ta historia zainspirowała mnie do napisania tego tekstu. Pandemia odbiła się na nas wszystkich. To jest naprawdę trudny czas dla każdego – materialnie, fizycznie i psychicznie. Boimy się o zdrowie swoje i najbliższych, o naszą pracę i stabilizację finansową. W natłoku negatywnych informacji czasami coś wychodzi nam spod kontroli, jesteśmy poirytowani i zdenerwowani. Wyżywamy się na innych. Gdy byłam w drugiej ciąży, wybuchła pandemia. Byłam przerażona. Poród był trudny (a raczej warunki i okropne obostrzenia). Rodziłam w maju, w samym szczycie pandemii.

Kilka dni później mąż stracił pracę. I tak godził się na pracę bez wynagrodzenia przez długi czas, bo pandemia, bo żona ma swoją firmę, więc wie, jak to jest. Niestety firma nie wywiązała się z obietnic i został bez pracy. Dwójka dzieci, ja w połogu, musiałam zakasać rękawy i szukać zleceń, tak aby nas utrzymać. Był to dla mnie bardzo trudny czas – fizycznie i psychicznie.

Udało mi się karmić małego piersią, ale mało spałam. Mąż przejął obowiązki domowe, ale gasł w oczach. Wiedziałam, że czuje się z tym fatalnie. Jego męskie ego upadło. I tu, zamiast wsparcia, otrzymywał same baty, i to od najbliższych. Został nazwany „nierobem”. Inni zaproponowali, że mogę się do nich przeprowadzić z dziećmi, skoro mąż nie pracuje. Nie było to pomocne, a wręcz przeciwnie – dobijało. Najgorszą sytuacją dla mnie okazał się moment, w którym mąż chciał, jak zwykły człowiek, porozmawiać, ponarzekać, wyżalić się. W gratisie otrzymał kilka nieprzyjemnych słów, a nawet kuriozalnych – „Może były pracodawca znajdzie Ci inną pracę?”. Szczytem bezczelności były jednak słowa: „Ewelina powinna więcej pracować, bo wyżej sra, niż dupę ma” – przypominam, że byłam w połogu. Z jednej strony było mi przykro, czułam gniew i wściekłość, z drugiej strony mnie to nie dziwiło. Ale skorzystałam z rady i jakoś nas utrzymałam w tym trudnym okresie.

Moja praca jest specyficzna, nie tylko prowadzę portal, ale też agencję i kampanię społeczną. Tak naprawdę wszystko, co mam, zawdzięczam swojej determinacji. Poświęcam na to sporo czasu, inwestuje i staram się cały czas rozwijać. Nauczyłam się, że różne sytuacje – szczególnie te nieprzyjemne – mnie mobilizują, dają kopa na zasadzie „Ja Ci jeszcze pokażę!”.

Artystka? W dupie jej się poprzewracało!

Agnieszka Nowak: Kosztuje drogo, będzie jeszcze drożej i nie jest to przyjemność zarezerwowana dla wszystkich. Potrafię wycenić swoją pracę. Poza tym, kiedy idę coś kupić i uważam, że jest za drogie, nie pytam – dlaczego? Nie targuję się, tylko jeśli mnie nie stać, to tego nie kupuję. Od roku zajęłam się digital artem. Staram się uczyć odbiorców, czym jest ta technika rysunkowa. Nadal jednak zdarza mi się przeczytać lub usłyszeć uwagi typu: „Ale to jest banalne, wystarczy kilka filtrów i gotowe” lub „To nie jest prawdziwy rysunek, to jest grafika komputerowa” itp. Zanim skomentujesz, sprawdź moje portfolio. Tablet graficzny „przekazuje” ruchy rysika w dosłowny sposób na ekran tabletu.

Muszę tu obalić mit, iż w takich rysunkach nie widać kreski, pociągnięć pędzlem, a co za tym idzie – ujmuje to im artyzmu. I jeszcze, że rysowanie na tym urządzeniu nie wymaga żadnych umiejętności – wręcz przeciwnie. Owszem, digital art oferuje wiele ułatwień: mogę szybko cofnąć błędy, mam do dyspozycji wiele pędzli i efektów. Do digital art potrzebne są jednak umiejętności tradycyjnego rysowania. Niektórzy sądzą, że istnieją aplikacje, które potrafią zrobić to samo. Żadna aplikacja nie rysuje, a to, co widzimy w reklamach, to kradzież cudzej twórczości. W apce możesz nałożyć sobie filtr i dodać efekty specjalne.

Jest wiele takich mitów i niejasności, które obrastają portrecistów, ilustratorów i grafików grubym mchem zagadkowości. A wystarczy zapytać. Za każdym rysunkiem, każdą ilustracją i projektem stoi nasze doświadczenie, kosztowne doszkalanie, tony podartych papierów, tysiące błędów i porażek. I oczywiście chciałabym być wielkim rysunkowym korpo i rozporządzać zespołem superograniętych i zdolnych artystów. Tak, by jeden miał pomysły, drugi robił szkice, trzeci całą resztę rysunku, czwarty pakował do wysyłki, piąty wystawiał faktury, szósty ogarniał księgowość, ZUS, siódmy odpisywał na maile i odbierał telefony, ósmy dyskutował z klientami, dziewiąty zajął się stroną internetową, dziesiąty prowadził ewidencje sprzedaży, jedenasty naprawił to, co reszcie zdarzyło się popsuć, a dwunasty sprzątał strużyny z kredek, ołówków i cały syf porysunkowy. No, ale tak nie jest.
Jestem zajebista i radzę sobie sama. Tak, mówię to głośno i wyraźnie! Wyżej sram, niż dupę mam. Amen.

Agnieszka Nowak – jest nauczycielem biologii, który opuścił szkolne mury, by całkowicie poświęcić się swojej drugiej pasji, jaką jest rysunek i malarstwo. Uwielbia tworzyć portrety stylizowane lub surrealistyczne, głównie techniką digital painting, ale kredki i akwarele są nieodłącznym narzędziem jej codzienności! Prowadzi warsztaty z kaligrafii i rysunku dla dzieci i dorosłych. Z wewnętrznej potrzeby twórczej samorealizacji zrodziła się Agraffka. Można rzec, że „spina” ona jej zawodowe cele i zainteresowania. Zanim cokolwiek powstanie, uważnie Cię wysłucha, dlatego że tworzy z szacunkiem dla Twojej indywidualności.

Strona WWW: www.agraffkashop.pl
Facebook: https://www.facebook.com/agraffkowe/
Instagram: https://www.instagram.com/agraffkowe/

Jestem niemoralna!

Agnieszka Stankiewicz: Wyżej sra, niż dupę ma – tak mogłoby o mnie powiedzieć wiele osób. Nie dość, że zawodowo zajmuję się profesją wstydliwą i niemoralną, to jeszcze uważam, że odniosłam w życiu sukces.

Marketing szeptany, bo o nim mowa, nie cieszy się dobrą sławą. Często słyszę, że nie powinnam się tym zajmować, a tym bardziej chwalić. Ludzie mają tupet, by umniejszać moją pracę. Nie raz usłyszałam, że pisać głupoty w internecie, każdy głupi potrafi. Każdy głupi też może wybudować dom czy naprawić zegar. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Nie uważam, że mam wybitne umiejętności czy talent. Raczej ogromne doświadczenie i wyczucie marketingowe. Przez wiele lat pracowałam dla innych, swoją firmę prowadzę od roku. Założyłam ją, gdy świat zatrzymał się z powodu pandemii koronawirusa. Gdy wszyscy zamknęli się w domach, a firmy zaczęły patrzeć ze strachem w przyszłość. Nie uważam tego za akt odwagi. Z myślą o własnej firmie żyłam wiele lat i akurat wtedy dojrzałam do tego, żeby w końcu zaryzykować. Choć tak naprawdę nie miałam nic do stracenia. Pierwszych klientów zdobyłam w tydzień. Po roku zleceń mam tak wiele, że wykonują je za mnie inni.

Zakładam, że negatywne opinie o mojej pracy pojawiają się nie z zazdrości, a z niewiedzy. Dlatego chciałabym odczarować złą sławę marketingu szeptanego. Nie polega on na kłamstwie, wciskaniu ludziom niepotrzebnych produktów czy manipulacji. Dziś, w rękach profesjonalnej agencji marketingowej, marketing szeptany to świetne narzędzie do informowania o konkretnych usługach i produktach. Żyjemy w czasach, gdy konkurencja jest duża, a rynek przesycony. Bez działań marketingowych klienci nie dowiedzą się o tym, co dana firma ma do zaoferowania. I uwierzcie mi, nie każdy głupi to potrafi. Przygotowanie strategii marketingowej, dobór narzędzi oraz realizacja założeń to umiejętność, której nie ma większość pracowników działów marketingowych największych firm i korporacji. Dlatego zlecają to takim firmom jak moja.

Największą sztuką w życiu i w biznesie jest przekonanie, że opinia innych, tak naprawdę, nie ma znaczenia. Ludzie zawsze będą gadać.

Agnieszka Stankiewicz – założycielka agencji marketingu szeptanego „Opiniotwórcy”. Z wykształcenia dziennikarka i PR-owiec. Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego na Wydziale Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Doświadczenie zawodowe zdobywała, pracując w tradycyjnych mediach, agencjach marketingowych oraz działach marketingu różnych firm.

Strona WWW: https://opiniotworcy.pl/

Byłam wrakiem i nikt tego nie widział…

Za mądra dla głupich, a dla mądrych zbyt głupia.

Zbyt ładna dla brzydkich, a dla ładnych za brzydka.

Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda […]

Za łatwa dla trudnych, a dla łatwych za trudna.

Zbyt czysta dla brudnych, a dla czystych za brudna.

Zbyt szczecińska dla Warszawy, a dla Szczecina zbyt warszawska.

– śpiewała Kasia Nosowska, i dobrze śpiewała.

Joanna Sieczkowska: Przełom w moim życiu – gdy z roli ofiary przeobraziłam się w panią swojego życia – dla wielu osób był niezrozumiały. Wyszłam szybko z mojej skorupki i codziennie pracowałam, aby być bardziej pewną siebie, stworzyć coś wielkiego dla siebie i dla innych kobiet.

Nie raz słyszałam, że jestem dziwna. „Życzliwi” ludzie donosili mi, jak postrzegają mnie inni, co o mnie mówią. Jednak już wtedy wiedziałam, że aby mieć życie, jakiego pragnę, muszę zrobić coś innego niż ludzie, którzy swoje marzenia mają zakopane głęboko pod ziemią.

Czy było łatwo? Nie! Codzienne wychodzenie ze swojej strefy komfortu, ciągłe podejmowanie decyzji, czy chcę spełnić marzenie, czy po prostu czekam, aż mi spadnie gwiazdka z nieba.

Ale może od początku, bo jednak jeszcze zbyt wiele kobiet uważa siebie za ofiarę. Tak też było ze mną. Po ciężkim rozwodzie (psychicznie byłam wrakiem) nikt tego nie widział. Każdego dnia walczyłam wewnętrznie – to nie jest życie, jakie podpowiada mi intuicja. Intuicja, o której nie wiedziałam, jak naprawdę działa. Wewnętrzny konflikt, depresja, bycie na granicy. Tego nikt nie widział.

Pojawiłam się w internecie, a social media stały się częścią mojej pracy. Postanowiłam nauczyć się czegoś, co pozwoli mi działać szerzej, na większą skalę, aby dotrzeć swoim przekazem do jak największej liczby osób. Organizowałam różne projekty, aby budzić w ludziach świadomość. Dlatego działając z firmą Globergy, spełniamy marzenia wielu osób po to, by przełamać schematy myślenia, że ktoś jest lepszy od nas. Aby nie bały się spełniać swoich marzeń. Uczę też kobiety, jak odnaleźć się ze swoim biznesem w świecie social mediów oraz jak ważne jest budowanie marki osobistej i budowanie relacji.

Nierzadko jest to praca „ze słupem” – wybaczcie mi moje sformułowanie. Jednak, gdy przedstawiam strategie działania, które mają za zadanie ratować płynność finansową ludzi, czuję się, jakbym mówiła do słupa. Ja swoje, a oni – jakby nie słyszeli.

To proces, ponieważ gdy przechodzę do głębszej analizy, słyszę: Ty to masz łatwiej, Ty tak dobrze się prezentujesz, Ty wiesz zawsze, co powiedzieć, Ty jesteś pewna siebie, Ty się niczego nie boisz…

A ja sobie myślę, czy Ty wiesz, że codziennie staję przed wyborem? Codziennie się obawiam, że przestanę chcieć. A wiesz, że zanim znalazłam swój sposób na nagrywanie live’ów, przed każdym chorowałam. Wiesz, ile razy nagrywałam film i kasowałam go minutę później? Czy zdajesz sobie sprawę, ile razy przerażona patrzyłam na telefon z zamiarem użycia go do zdobycia prospektu i ile razy go nie użyłam? Jednak nie o to tutaj chodzi. Nie chcę mówić o tym, jaka to ja nie jestem świetna w tym, co robię, bo najcenniejszą lekcją, jaką mogę dać Ci teraz, to nauka bycia pokornym.

Masz marzenia? To nie obawiaj się ich spełniać. Pamiętaj, jesteś tylko człowiekiem, możesz ponosić porażki i popełniać błędy, jeśli jednak chcesz czegoś więcej od swojego życia, to zrób to. Nie patrz na to, jak oceniają Cię inni.

Joanna Sieczkowska – odkrywca, działacz i wizjoner. Mistrzyni szukania pozytywnych stron w każdej sytuacji. Zawodowo trener skutecznej komunikacji i budowania relacji online, strateg działań w social mediach. Od 6 lat uczy się, jak być panią swojego życia. Aktualnie rozwija projekt, który pomaga ludziom, stać się przedsiębiorcami, więcej na ten temat znajdziesz na: www.globergy.eu

Facebook: https://www.facebook.com/KobietaTakaJakTy

Każdy siebie może nazwać coachem od tak…

Agnieszka Kruk: Jednym z obszarów, którym się zajmuję, jest rozwój osobisty i coaching. Zauważyłam, że w Polsce są problemy z podejściem do spraw coachingu. Pierwszy, to taki, że ludzie nie są jeszcze na tyle otwarci, aby korzystać z możliwości, jakie daje coaching. Kompletnie go nie rozumieją. Myślą, że coach jest jak psycholog i korzysta się z jego usług wtedy, kiedy ma się problemy. Powoli zaczyna się to zmieniać, ale w dalszym ciągu nasza mentalność jest jaka jest. Jeszcze trochę brakuje nam do otwartości i chęci pracy nad sobą, tak jak to jest np. w USA. Tam, pójście do psychologa, mentora czy coacha jest na porządku dziennym i nikt nie robi wielkich oczu na informację, że znajomy korzysta z takich usług.

Kolejny problem to taki, że z racji tego, iż coach to zawód nieuregulowany, to tak naprawdę każdy może nazwać siebie coachem i ogłaszać światu, że świadczy takie usługi. I tu jestem naprawdę mocno zdziwiona, ponieważ spotykam się z tym na co dzień i widzę osoby, które mówią, że są coachami, a kompletnie nie wiedzą, na czym to polega. Problemem jest to, że te osoby nie skończyły żadnej szkoły, kursu, a informacje o tym, w jaki sposób pracuje się z klientem, wynieśli z internetu. Jeżeli czymś się zajmuję, to staram się mieć w tym zakresie jak najlepsze kompetencje.

Niestety przez takich „specjalistów” mylne jest pojęcie coachingu. W dodatku zawiedzeni klienci roznoszą informacje, że coaching to nic innego, jak tylko naciąganie na kasę. I wcale się nie dziwię. Usłyszałam kiedyś od osoby, która nazywa się coachem, że niepotrzebne są jej szkoły, bo nie ma żadnego problemu z „gadaniem” do klienta i z dzieleniem się swoją wiedzą. I tu wychodzi szydło z worka, bo coach nie jest papugą i nie „gada” do klienta, bo „gadać”, to może np. trener. Tym bardziej nie dzieli się wiedzą, chyba że zakontraktuje to z klientem – tak zazwyczaj jest w coachingu biznesowym.

Kiedy coaching jest źle wykonany, ludzie mogą czuć się wykorzystani i rozczarowani, i mają do tego pełne prawo. Dlatego też, gdzie tylko mogę, zwracam uwagę na to, czym tak naprawdę jest coaching. Mówię też, jak ważny jest kodeks etyczny, którym kierują się prawdziwi coachowie, a ci, którzy są coachami tylko z nazwy, kompletnie o etyce nic nie wiedzą, bo się nie chcieli uczyć.

Agnieszka Kruk – coach, doradca budowania marki osobistej i biznesu online.

Strona WWWwww.agnieszkakruk.pl

Facebookhttps://www.facebook.com/AgnieszkaKrukPL 

Onieśmielam innych

Kamila Marciocha: Wyobraźcie sobie świetnie ubraną kobietę, na wysokich obcasach, wysiadającą z luksusowego samochodu i pewnym krokiem, z lekko uniesioną głową, poruszającą się w stronę oszklonego biurowca. Scena jak z filmu, prawda? A co na jej temat podpowiada ludzka natura? Jeśli jeszcze, całkiem przypadkiem, Wasz wzrok spotka się na ułamek sekundy, a na jej twarzy pojawi się delikatny uśmiech sukcesu, możemy spodziewać się typowej w tej sytuacji oceny – wyżej sra, niż dupę ma.

Ze mną jest podobnie, ale auto nie pierwszej świeżości, do najbliższego oszklonego biurowca mam prawie 200 km, a stylówka – czasami przypomina bardziej ekskluzywną menelkę niż Claire Underwood. Natomiast pewność siebie, odważny krok i uniesiona głowa? Zawsze. Mam wrażenie, że czasem onieśmielam ludzi, czemu dziwię się mocno, bo jestem naprawdę kontaktową i otwartą duszą.

Mogłoby się wydawać, że każdy człowiek posiadający poczucie własnej wartości i pewność siebie jest zakochanym w sobie egocentrykiem. Nie jest tak. Czy można być jednocześnie pewnym siebie, ale też wrażliwym i „miękkim”? Pewnie! Jestem tego chodzącym przykładem. W pewności siebie nie chodzi przecież o to, żeby uważać się za najlepszego na świecie, a innym okazywać brak szacunku i zainteresowania. Poczucie własnej wartości to niepokazywanie za wszelką cenę całemu otoczeniu, jacy to nie jesteśmy superzajebiści. Pewność siebie to zaufanie samemu sobie w 200%. Umiejętność samodzielnego podejmowania najlepszych dla siebie decyzji. Poczucie sprawczości i kontroli nad własnym życiem. Kreowanie swojej rzeczywistości i sytuacji, w jakich znajdujemy się w danym miejscu.

I to właśnie poczucie pozwoliło mi na podejmowanie ryzykownych decyzji, czasami zupełnie niezrozumiałych dla otoczenia. Mimo satysfakcjonującej pracy na ciekawym stanowisku potrafię po godzinach ściągnąć obcasy, przebrać się w kucharski kitel i słuchać poleceń szefa kuchni. Ubrudzić ręce, pracować fizycznie a na koniec złapać za miotłę czy umyć tonę naczyń, które sukcesywnie podrzucają mi współpracownicy. To jest moja życiowa droga, której się nie boję. Gastro teraz? W tych niepewnych czasach? Pukają się w głowę koleżanki. A ja jestem pewna swojej decyzji. Ufam sobie w 100%. Według mnie to właśnie pewność siebie daje mi przyzwolenie na zmianę zajmowanego stanowiska bez wewnętrznego poczucia porażki, czy degradacji zajmowanej pozycji społecznej.

W czasie social mediów każdego dnia oglądamy setki pięknym zdjęć z egzotycznych wakacji, drogich restauracji czy długich poranków spędzonych na satynowej pościeli. Według mnie, z pewnością siebie mamy do czynienia, kiedy nie ma obsesyjnej potrzeby pokazania własnej osoby. Kiedy publikujesz fotografię na swoim profilu, Twoim zamiarem jest zainspirowanie koleżanki, a nie wzbudzenie w niej zazdrości i niezadowolenia ze swojego życia.

To, że dbamy o nastrój, estetykę swojego otoczenia, lubimy pięknie pachnieć i jesteśmy dumni ze swoich osiągnięć, ciężkiej pracy oraz kreatywności, nie robi z nas zarozumiałych, zadufanych w sobie ludzi. Ale w tym wszystkim ważna jest czysta intencja. Poczucie, że robimy coś dla siebie i nie potrzebujemy czuć podziwu ze strony innych ludzi.

Kamila Marciocha – studentka technologii żywności i żywienia. Zawodowo product manager w branży kawowej oraz początkujący kucharz. Liderka Ery Nowych Kobiet w Koszalinie. Po godzinach oddaje się pasji: gotuje, uczy i pokazuje innym, w jaki sposób jeść, aby czuć się zdrowo, a także jak pięknie wyglądać. Prywatnie szczęśliwa i spełniona żona oraz mama trzyletniego Maksa. Czerpie z życia jak najwięcej i stara się zarażać entuzjazmem ludzi wokół siebie. Motywuje i inspiruje kobiety do działania i niezależności.

Instagram: https://www.instagram.com/jakzryc.dietetyk/?

Facebook:https://www.facebook.com/thermomixkolobrzegkamilamarciocha

www: https://kamilamarciocha.pl/

Wyżej sram, niż dupę mam? Nie – odwróciłam perspektywę!

Małgorzata Siemianowska: Pandemia była dla mnie zbawieniem. Choć jako twórca treści pracuję zdalnie, marcowy lockdown odczułam boleśnie – klienci, dla których prowadziłam fanpage, zamknęli punkty stacjonarne. Wyszli z założenia, że skoro nie sprzedają, nie opłaca im się reklamować, a tym samym korzystać z usług copywritera – moich usług. Zrozumiałam. Z dnia na dzień zostałam bez stałych zleceń. Ludzie oszczędzali pieniądze i mieli czas na samodzielne działania w social mediach. W branży online byłam za krótko, aby wypracować stabilną pozycję, a rynek znacznie się nasycił. Wypierałam pandemię, podwajając zaangażowanie, w szukanie zleceń. Po tygodniu skapitulowałam.

Przestój dał mi przestrzeń do zastanowienia się nad sobą, biznesem, marzeniami i tym, dokąd w ogóle zmierzam. To był trudny czas – pojawiły się niespodziewane zagadnienia do przepracowania. Podjęłam wyzwanie – z odwagą i ufnością zaczęłam kreować życie, jakiego pragnęłam. Magiczne życie. Pozbyłam się niewspierających schematów i przekonań. Odcinaniu przeszłości poświęciłam dużo energii i serca, dzięki czemu zrobiłam miejsce na nowe – życie, znajomości, projekty i sukcesy.

Wprowadziłam do codziennego harmonogramu wyciszające i wzmacniające rytuały: medytacje, pracę z afirmacjami i wdzięcznością, pisanie ekspresywne, spacery po lesie i czytanie przed snem. Wyciszyłam się i zakotwiczyłam w sobie. Zawierzyłam intuicji, której pozwalam się prowadzić. Zaowocowało to diametralną poprawą jakości życia prywatnego i zawodowego. Mam wymarzonych klientów i ciekawe zlecenia. We współpracy z fantastycznymi ludźmi realizuję pomysły, które od dawna we mnie kiełkowały. Zebrałam grupę kobiet do mastermind i zainicjowałam czytanie poezji przez kobiety piszące. Wespół z koleżanką zorganizowałam kobiece morsowanie z intencją. Z psycholożką prowadzę cykl rozmów pod nazwą OSWAJAMY EMOCJE, a z wrażliwym mężczyzną – projekt pisarski SERCOLOGIA.

Odwróciłam perspektywę i dobrze mi tu, gdzie jestem. Wiem, że moje nowe podejście do życia kłuje w oczy osoby, które zostały w tyle i nie chcą rozwijać – siebie ani biznesu.

Małgorzata Siemianowska – kobieta treściująca, która żadnej wizji się nie boi. Z wykształcenia dziennikarka. W Fabryce Treści pomaga znaleźć i zrealizować pomysły na treść wszelaką. Pisanie jest dla niej ekscytującą podróżą. Na swoim blogu www.malgorzatasiemianowska.pl pisze emocjami – wiersze, opowiadania i artykuły.

Strona WWWwww.fabrykatresci.pl i www.malgorzatasiemianowska.pl

Facebook: https://www.facebook.com/fabrykatresci https://www.facebook.com/malgorzatasiemianowskapl

Autor: Ewelina Salwuk-Marko

Share