Lady Vivi is coming to town

Wczoraj, tzn. 10.09. 2013 odbył się w Teatrze Warsawy monodram pt. ,,Lady Vivi is coming to town”. W roli głównej Karolina Piechota, przy fortepianie Igor Wiśniewski. Fabuła zapowiadała się jako nietypowe połączenie Madonny, Micheala Jacksona, Poli Negri oraz Eugeniusza Bodo. Nie wiadomo czego się spodziewać, bo nic nie jest przewidziane gdy występuje Lady Vivi.

ladyvivi1matteatr

Interesująco to wygląda w teorii, chociaż miałabym odrobinę obaw co do łączenia polskiego aktora z gwiazdami popu. Lecz nie warto zrażać się już na początku.  Po długim oczekiwaniu pojawia się ona – gwiazda jej własnego formatu, bo ,,wielki” to określenie za małej miary. Towarzyszy jej grający przy fortepianie tajemniczy pianista. Dodam, że wykazuje się ogromnym, stoickim spokojem, ponieważ diwa traktuje go jak byle jakiego pomagiera.  W praktyce Lady Vivi okazała się diwą zabawiającą publiczność w osobliwy sposób. Śpiewała takie przeboje jak ,,Motylem jestem”, ,,Ja jestem Twoja Marilyn Monroe” , piosenki Elli Fitzgerald i Cindy Lauper.  Ten śpiew niejednego powalił na łopatki. To nawet skala głosu nie była powodem tego zdziwienia. Improwizacja utworów w różne gatunki muzyczne, przeciąganie dźwięków tak bardzo, że jeszcze chwila i kieliszki by pękły. Do tego każdy występ przerwany był zwróceniem się do publiczności. Zachęcała do różnych reakcji: wydawania odgłosów zwierząt, odpowiedzi na jej pytania, jednego pana usadziła na krześle na scenie a innego okręciła wokół swojego palca – tzn. dokładnie to szal pana okręciła mocno wokół jego szyi.  Na co zresztą partnerka pana zareagowała dość szybko, prawdopodobnie w obawie o jego oddech. Lady Vivi swój spektakl opiera na prostych działaniach – rzuci ironiczną wypowiedź, nogę pokaże, suknie zdejmie, rzuci uwagi o mężczyznach. Podobno występ w stylu kabaretu właśnie takich motywów używa. Wysoka rozrywka to nie ten kierunek, ale jednak coś zmusza mnie do zastanowienia. Czy w kabarecie nie da się pokazać czegoś z większym smakiem? Moim zdaniem to możliwe, ale zależy to już od tego w jaki sposób coś się przedstawi.  Czy bazą będą żarty z prostym podtekstem, czy może będą ciut bardziej ukryte i nie tak oczywiste.

Nie wiem czy starania diwy wystarczą do wywołania wśród publiczności zadowolenia po występie. Poczucie humoru u każdego jest inne, co można było w tym przypadku dobrze zauważyć. Byli tacy którym odpowiadał nastrój i osoba Lady Vivi. Ale niektórym otoczka diwy nie przypadła tak bardzo do gustu, bardziej pasuje tu ,,do śmiechu”,  czujący umiarkowane , zerkający na zegarki.

Mnie np. w całym spektaklu najbardziej zaciekawiła wypowiedź jednego z widzów oburzonego długim czasem oczekiwania na Lady Vivi. Dotyczyła ona niechęci widza co do zachowania aktorki. Jakby ktoś chciał to uprościć, najłatwiej stwierdzić, że starszy pan nie rozumie współczesnych form teatralnych. Mężczyzna rzucił: ,,Literaci do pióra, artyści na scenę!”. Dziś brzmi to już tak dziwnie – ile osób pisze swoje teksty w Wordzie w porównaniu do pióra i papieru?  ,,Literaci do Worda” brzmi bardziej aktualnie, mimo że teraz jeszcze da się wyczuć niedopasowanie z w. w połączenia. Za 50 lat zapewne będzie już o wiele bardziej naturalne.

Małgorzata Rybak

Share