Nowe życie po nieudanym związku. Wywiad z ekspertką Lidią Korbus – Then

Lidia Korbus - Then

Lidia Korbus Then jest coach kobiet i par. Od lat pomaga kobietom po rozstaniu odważnie wkroczyć w nowy etap życia. Przygotowuje, także do wejścia w kolejny, tym razem już szczęśliwy związek. Jest dyplomowaną coach po szkole coachingu. Posiada certyfikat ICF (International Coach Federation) ukończyła także szkołę trenerską. Jest specjalistką od coachingu, mentoringu i szkoleń. Pracuje zgodnie ze standardami i etyką ICF. Na bazie doświadczeń opracowała autorki program coachingowy. Opiera się on na metodach poznawczych i behawioralnych. Jej sesje online docierają do ludzi z najdalszych zakątków świata.

Ewelina Salwuk-Marko: Pomaga Pani kobietom po rozstaniu śmiało wkroczyć w nowy rozdział życia. Z jakimi problemami najczęściej borykają się kobiety po rozstaniu? Problemy emocjonalne, finansowe?

Lidia Korbus – Then: To zależy, na którym są etapie rozstania. A jest ich 10. Na początku zawsze sprawdzam z moimi klientkami, na którym etapie są, bo daje im to świadomość, co już jest za nimi, co się dzieje obecnie i co jeszcze może je czekać. To bardzo ważne, bo od tego, na jakim etapie rozstania kobieta jest, zależy jej gotowość do zmian i planowania przyszłości.

Jeśli np. moja klientka jest nadal na etapie zaprzeczania, w którym wypiera rozstanie, to może się łudzić, że partner za chwilę wróci. Nawet jeśli był to związek toksyczny, to może dojść do wniosku, że nie chce zmieniać swojego życia. Na tym etapie pomagam moim klientkom dokładnie przyjrzeć się ich związkowi i odkryć, na ile chęć powrotu do partnera wynika z tego, że związek był udany, a na ile np. ze strachu przed zmianą.

Jeśli natomiast kobieta jest na etapie, który ja nazywam „huśtawką”, to z jednej strony zaczyna nieśmiało spoglądać w przyszłość, a z drugiej obawia się samotności, czasem samodzielnego wychowywania dzieci, pełnej odpowiedzialnością. Niestety, często ma wtedy poczucie, że nic jej już w życiu dobrego nie czeka. Wtedy pomagam klientce rozpoznać, które z tych lęków są racjonalne, a które dzieją się tylko w jej głowie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością

Oczywiście, każda kobieta jest inna i ma swoją historię. Dlatego bardzo dbam o indywidualne podejście. Tu nie mam miejsca na kalkę.

Niektóre moje klientki oprócz zmiany wewnętrznej, potrzebują też odmienić swój wygląd zewnętrzny. Dlatego od jakiegoś czasu współpracuję z moją przyjaciółką, która zajmuje się stylizacją. Nie każda kobieta potrzebuje wyglądać jak milion dolarów, żeby poczuć się lepiej, ale tak się dzieje często. Zwłaszcza na etapie rozstania, który nazywam „muszę coś zmienić” – gdy długo tłumiona złość zaczyna napędzać do działania. Często jest to sposób na wzmocnienie poczucia wartości.

W jaki sposób można pomóc takim kobietom? Coach nie mówi jak mają żyć i co robić, a wspiera w dążeniu do danego celu. W jaki sposób Pani się to udaje?

To, co jest dobre dla mnie, niekoniecznie musi być dobre dla mojej klientki. Mamy inne życie, są dla nas ważne inne wartości, wychowywałyśmy się w innym środowisku. Dlatego nigdy nie doradzam. Moim zadaniem jest pomóc klientce zajrzeć w głąb jej życia.

Bardzo rzadko udaje się znaleźć czas na to, żeby konkretnie przyjrzeć się swojemu życiu. Czasem jest to w ogóle niemożliwe bez osoby z zewnątrz. I taka jest moja rola – moje klientki przeglądają się we mnie jak w obiektywnym lustrze. Dostają dużo wiedzy o sobie. Moim zadaniem jest sprawić, żeby dowiedziały się, jakiego życia właściwie chcą, co jest dla nich ważne oraz co już mają, żeby to osiągnąć, a co jeszcze muszą zdobyć. Pomagam im ułożyć jasny plan działania i sprawdzić, co lub kto je ogranicza. Oczywiście to moje klientki decydują, co zrobią z tą wiedzą o sobie. A robią cuda! Przede wszystkim odzyskują spokój wewnętrzny, bo to, co wcześniej było zagmatwane, staje się jaśniejsze.  

Wg statystyk co trzecia para w naszym kraju rozwodzi się. Jak zbudować pewność siebie po trudnych przejściach? I w końcu otworzyć się na nowy związek? W końcu większość ludzi po rozstaniu, nie chce być sama.

Tak. Niestety, w Polsce jest coraz więcej rozwodów. A proszę pamiętać, że mówimy tu tylko o związkach formalnych, a do mnie często trafiają również kobiety, które właśnie zakończyły wieloletni związek nieformalny. Zatem statystyki dotyczące rozpadu związków są znacznie wyższe.

Jedna z najczęstszych obaw, jakim dzielą się moje klientki brzmi: „A jeśli nikt mnie już nigdy nie pokocha i do końca życia będę sama?” Z jednej strony wciąż mają w pamięci zawód z poprzedniego związku, który powoduje lęk przed kolejną relacją, z drugiej zaś chciałyby być szczęśliwe i kochane.

Niestety wiele z nich tak bardzo obawia się samotności, że bardzo szybko wchodzi w kolejny związek. Oczywiście, czasami takie związki są szczęśliwe, jednak najczęściej pośpiech nie jest dobrym doradcą. To jedno z zagrożeń, o których piszę w swoim workbooku NIEZAMKNIĘTY ROZDZIAŁ to darmowy materiał, w którym opisuję pułapki, w które łatwo wpaść, będąc na etapie rozstania partnerem życiowym.

Wchodząc w nową relację, warto najpierw definitywnie zamknąć poprzednią. Pomagam moim klientkom tego dokonać, aby mogły wejść w nowy rozdział swojego życia z otwartością i nie cofać się do tego, co już było. Wiele moich klientek przychodzi do mnie z takim założeniem, że chce zapomnieć o poprzednim partnerze. Gorącą je zachęcam do tego, żeby, zamiast zapominać, przeanalizowały dokładnie, co im w poprzednim związku pasowało, a co nie. Dzięki temu, dają sobie szansę na czerpanie z tych doświadczeń w nowym związku.

Wiele kobiet jednak ma obawy przed nowym, kolejnym związkiem. Co najczęściej blokuje kobiety do otwarcia się na nowy etap w życiu?

Na przykład przekonanie, że wpadną z deszczu pod rynnę. Dlatego osobny moduł w moim programie coachingowym NOWY ROZDZIAŁ – NOWA TY poświęcam relacjom. Pomagam moim klientkom przyjrzeć się nie tylko obecnym i przeszłym relacjom, ale również odkryć, czego chcą, i czego nie chcą w przyszłym związku. To zwiększa ich szanse na niepopełnienie błędów z przeszłości po raz kolejny i zbudowanie zdrowego związku.

Często moje klientki wracają do mnie ze swoimi nowymi partnerami i korzystają z programu dla par, w ramach którego od początku „układają” swój związek na zasadach, które pasują im obojgu.

Zdradzi Pani jakiś sekret z warsztatu: Jak wybrać partnera życiowego w sposób przemyślany? I jak od początku dobrze „poukładać” swój związek, żeby był trwały i za kilka lat się nie rozpadł?

Nie każdy ma gotowość do dzielenia się swoimi obawami dotyczącymi związku z innymi parami. To na tyle intymna kwestia, że moi klienci znacznie chętniej korzystają z formy indywidualnej niż grupowej. Kilka razy usłyszałam, że to takie „świeckie nauki przedmałżeńskie”. Kiedyś nawet sesje ze mną były prezentem ślubnym dla nowożeńców od rodziców. Niezależnie od tego, czy para planuje małżeństwo, czy związek nieformalny, warto nauczyć się rozumieć siebie nawzajem. I do tego głównie sprowadza się praca ze mną. Pomagam parom budować solidne fundamenty pod ich związki, aby obie strony były szczęśliwe i jednocześnie nie miały poczucia, że rezygnują z siebie. Dwie sesje poświęcamy na tzw. „focha” – a konkretnie skupiamy się na tym, co zrobić, aby ze sobą konstruktywnie rozmawiać, zamiast się kłócić.

Prowadzi Pani też warsztaty dla par. Wg mnie, jeśli para decyduje się na warsztat to już jest pewien krok. I obojgu im zależy na poprawie relacji. A jednak coś nie mogą się porozumieć. Okres pandemii nie sprzyja relacjom. Stres, napięcie, utrata pracy i wiele innych czynników. Jakie są korzyści takiego warsztatu?

Czasami zwracają się do mnie pary, które czują, że mogłoby być w ich związku lepiej i chcą go wzmocnić. Najczęściej jednak pracuję z parami, które dopiero rozpoczynają swój wspólny rozdział. Nie pracują natomiast z parami, które są w głębokim kryzysie – w takim wypadku bardziej odpowiednią formą jest terapia i gdy trafia do mnie taka para, mówię o tym wprost.

Najczęściej zgłaszają się do mnie pary, które mają już za sobą nieudane związki – jeden, czasem dwa lub więcej. Tacy ludzie wiedzą już, że dobra relacja z życiowym partnerem nie dzieje się sama. Trzeba nad nią popracować i od początku ustalić jasne zasady, które pozwolą na szczęście w związku. Nie tylko na początku, gdy króluje euforia, ale też w prozie dnia codziennego. I właśnie w tym pomagam.

Bardzo chciałabym, żeby trafiały do mnie pary, które po raz pierwszy wchodzą w związek, bo wiele z nich mogłoby się dzięki temu nie rozpaść. Niestety, wchodząc w relację po raz pierwszy, rzadko jesteśmy na takim etapie świadomości. Zwykle jesteśmy młodzi, zakochani i wydaje nam się, że na pewno wszystko samo się ułoży. Niektórym szczęściarzom się udaje, ale wielu niestety nie. Statystyki mówią same za siebie. I faktycznie pandemia obnażyła wiele związków, które siłą rozpędu funkcjonowały, oddając się codziennym obowiązkom i czasem prawie się nie widując. Gdy zostały zmuszone do przebywania ze sobą znacznie dłużej niż przez ostatnie lata, okazało się, że nie tylko się nie kochają, ale czasem nawet nie lubią. 

Jest Pani też członkinią zarządu krakowskiej Fundacji Biuro Inicjatyw Społecznych, w której pomagam społecznikom zmieniać marzenia w działania. Jakie najciekawsze marzenie udało się Pani spełnić?

Społecznicy to specyficzny rodzaj ludzi – jest ich bardzo wielu wśród nas. Robią bezinteresownie dużo dobrego dla innych. Mam to szczęście, że obdarzają mnie zaufaniem i pozwalają mi dzielić się z nimi swoją wiedzą, która pomaga im skuteczniej działać i wspierać innych. Co ciekawe, głównie pracuję z liderkami społecznymi – stowarzyszenia czy fundacje w Polsce częściej tworzą kobiety. Jedne wygrały walkę z rakiem i teraz chcą wspierać w tym kolejne osoby, inne są matkami niepełnosprawnych dzieci i wspierają inne matki w podobnej sytuacji, jeszcze inne organizują warsztaty, edukują, opiekują się, przybliżają kulturę, promują ekologię i sport… Chyba nie ma obszaru, w którym społecznicy by nie działali.

Nie jestem w stanie wybrać najciekawszej inicjatywy. Za każdym razem jestem zaszczycona, że mogę tych wspaniałych, zaangażowanych ludzi wspierać, pomagać im stworzyć konkretny plan działania, wesprzeć w komunikacji z ich zespołami i podzielić się swoim doświadczeniem, związanym z obecnością w zarządzie dużej organizacji z bogatą historią.

Jest Pani też mamą jak Pani godzi macierzyństwo z karierą?

Wyzwania stojące przed moimi klientami są mi tak bliskie, ponieważ ja również mam za sobą rozstanie z partnerem życiowym. Obecnie tworzę z moim drugim mężem związek, którego życzę każdemu. Wspólnie wychowujemy dwoje dzieci z mojego poprzedniego małżeństwa. Najstarsza córka, z poprzedniego małżeństwa mojego męża, w tej chwili zagląda już do nas rzadziej, ponieważ wymarzyła sobie studia w Anglii. Od początku przyjęliśmy założenie, że od teraz mamy troje dzieci. Wszystkie są nasze wspólne i traktujemy je tak samo. Tzw. „patchworkowa rodzina” wymaga dużej uważności – każdy tu musi być odpowiednio zaopiekowany. Czas pokaże – na ten moment wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że sprostaliśmy temu zadaniu i udało nam się stworzyć rodzinę opartą na miłości i szacunku.

Nasze dzieci z jednej strony wykazują się niezwykłą samodzielnością, z drugiej zaś (co mnie cieszy niezmiernie!), nadal wszystkie nas potrzebują i dzielą się swoimi radościami i kłopotami. Są bardzo zaradne. Każdy członek rodziny jest odpowiedzialny za swój obszar w domu. Słowo „odpowiedzialność” jest bardzo istotne – nie chodzi o to, żeby „pomagać” mamie, czy partnerce życiowej w domu, tylko, żeby każdy domownik miał świadomość tego, że to nasz wspólnym dom, każdy z nas tu mieszka i każdy bierze swój kawałek odpowiedzialności. Dzięki temu, że obowiązki domowe nie są na głowie jednej osoby, każdy z nas ma również czas na to, żeby się realizować. Bardzo sobie cenię ten nasz mały, domowy system. Dzieci i mąż wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć. Wiedzą też, że kanapki do szkoły czy pracy trzeba sobie zrobić samodzielnie, a pranie i sprzątanie nie robi się samo.

Proszę dokończyć zdanie: “Jestem Kapitalną Babką, ponieważ… “

To ciekawa gra słów. Zastanawiała się Pani kiedyś nad znaczeniem, słowa „kapitalna”? Ja mam skojarzenia z kapitałem. Takim wewnętrznym. Czasem trudno go odkryć. Dzięki swojej pracy odkryłam nie tylko mój wewnętrzny kapitał i nauczyłam się z niego korzystać, ale też pomagam odkrywać kapitały drzemiące w moich klientach i klientkach.  Zdecydowanie jestem Kapitalną Babką, ponieważ czerpię ze swojego kapitału garściami. Dzięki temu potrafię pomóc kobietom i parom, które się do mnie zgłaszają.

Jakaś cenna rada dla czytelniczek

Ciocia dobra rada często przynosi odwrotny skutek do zamierzonego. Zatem bez rad. Ale mogę się podzielić pytaniem, które często sobie zadaję: „Czy jesteś zadowolona z tego, jak to wygląda?”. Zadaję sobie to pytanie bardzo często. W odniesieniu do pracy zawodowej, relacji z przyjaciółmi, biznesowych, rodzinnych, małżeństwa. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, jestem spokojna. Jeśli jednak zdarzy mi się odpowiedzieć „nie”, natychmiast zastanawiam się, co mogę zrobić, żeby czuć zadowolenie z tego obszaru. Czasami wymaga to drobnego usprawnienia lub zadbania, a czasami radykalnej zmiany. Nigdy żadnej z takich zmian nie żałowałam. Wychodzę z założenia, że życie jest zdecydowanie za krótkie na to, żeby trwać w stanie, który mi nie odpowiada. Jeśli pomyślę o moim związku, pracy, relacjach z przyjaciółmi, rodziną itp. – chcę, aby na mojej twarzy pojawił się uśmiech spełnienia i zadowolenia z tego, jak moje życie wygląda. I tego samego życzę Pani Czytelniczkom.

Z Lidia Korbus – Then rozmawiała Ewelina Salwuk-Marko

Share