Rozrywka, która może uskrzydlać

foto: Daniel Michalkiewicz +48 692 482 144 imagine-agency@wp.pl

O tym, czy teatr w Polsce może być biznesem, który uskrzydla widza, dlaczego zdecydował się po 15 latach wrócić do wystawiania „Piotrusia Pana” i jak planuje spędzić sylwestra opowiedział nam Janusz Józefowicz, uznawany za jednego z twórców polskiego musicalu.

Od 23 lat zarządza pan wraz z Januszem Stokłosą Teatrem Studio Buffo, przez długi czas jedynym prywatnym teatrem w Warszawie. Teatr w Polsce może być zyskownym biznesem?

Musical na świecie jest biznesem. Mówi się: “There’s no business like show business”. Miejsca, takie jak Broadway czy West End ,to potwierdzają. Buffo istnieje w Warszawie przez ponad 20 lat i nie otrzymuje dotacji od miasta, co pokazuje, że także w Polsce funkcjonowanie teatru komercyjnego jest możliwe. Jeżeli chodzi o zysk, to naszym największym zyskiem jest poczucie niezależności. Kiedy uda się coś zarobić, to natychmiast inwestujemy w nowe przedstawienie.

Czy rentowny teatr komercyjny musi się wiązać z rezygnacją z poziomu artystycznego? Gdy w Polsce królowało disco polo, Wy oferowaliście publiczności „Metro”… 

Może to zabrzmi trochę górnolotnie, ale w swoim życiu artystycznym staram się kierować zasadą, że to my mamy pokazywać ludziom, co ma się im podobać, a nie po prostu schlebiać ich  gustom. Teatr – także komercyjny –ma kształtować gust publiczności,  ma uskrzydlać!

Głośno dyskutowano ostatnio o tym, co przystoi, a co nie przystoi w teatrze. Przy okazji promowania spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu informowano o zatrudnieniu aktorów porno i rzekomym seksie na scenie. Czy rzeczywiście trzeba uciekać się do takich „zagrań”, by przyciągnąć widzów do teatru?

Nie czuję się osobą kompetentną, żeby to oceniać. Nie widziałem tego spektaklu. Jestem jednak za jak najmniejszą ingerencją urzędników w to, co się dzieje na scenie. Ocenę pozostawiłbym publiczności, która po prostu powinna głosować biletami – albo je kupując, albo nie.

W sobotę odbyła się premiera „Piotrusia Pana”, który wraca na deski po 15 latach.  Czy najbardziej lubimy piosenki które znamy i przedstawienia, które już widzieliśmy?

Większość widzów, szczególnie tych młodych pojęcia nie ma, że to było wystawiane 15 lat temu. Jednocześnie to fantastyczny materiał, napisany przez genialnego Jeremiego Przyborę. Stworzył on na podstawie powieści Barrie’ego ambitne, wzruszające i mądre dzieło dla całej rodziny. Do tego piękna muzyka Janusza Stokłosy, wspaniała scenografia Andrzeja Worona. Chcieliśmy do niego wrócić, tym bardziej, że takich propozycji  na naszym rynku jest bardzo mało. Nasz „Piotruś Pan” to spektakl, na którym  i dzieci, i dorośli będą się dobrze bawić, będą wspólnie przeżywać losy naszych bohaterów. Jesteśmy już po pierwszych spektaklach i słyszymy, jak publiczność reaguje – w pewnych momentach śmieją się rodzice, a dzieci – w innych. Ale to wspólne artystyczne przeżycie jest największą wartością tego przedstawienia.

Wiele teatrów organizuje w swoich salach imprezy sylwestrowe. Wy zdecydowaliście się pójść inną drogą i w tym roku wyjść z programem sylwestrowym z teatru?

Nasza praca polega w dużej mierze na dostarczaniu ludziom rozrywki, a Sylwester jest wieczorem, kiedy ludzie szczególnie jej łakną . Kilku lat temu, przy okazji premiery „Polity” postanowiliśmy zaproponować widzom zabawę sylwestrową i to było świetne doświadczenie. Po kilku latach wracamy do tej idei. Tym razem w pięknym hotelu DoubleTree by Hilton Warsaw. To będzie moim zdaniem impreza, do której być może w przyszłości będzie się chciało wrócić – i wykonawcom, i ludziom, którzy przyjdą, żeby się z nami bawić.

Taki wieczór sylwestrowy to dla aktorów ciężka praca czy także zabawa?

Nie ukrywajmy, dla muzyka granie przez kilka godzin, a dla tancerza czy wokalisty te kilka godzin, które musi wypełnić swoją aktywnością, to jest ciężka praca. Jednocześnie dla ludzi, którzy lubią to, co robią, a do takich właśnie my się zaliczamy, nie jest to najgorsza rzecz, która może człowieka spotkać w życiu (śmiech). Kiedy czuje się interakcję między nami a publicznością, zmęczenie schodzi na drugi plan.

Przez Studio Buffo przewinęły się dziesiątki artystów, którzy zrobili potem wielką karierę. Gdzie tkwi sekret ich sukcesu?

Dajemy młodym ludziom szansę wyjścia na scenę w wieku kilkunastu lat. Jesteśmy jedynym takim teatrem w Polsce. Dlaczego? Bo mamy w ofercie spektakle dla takich ludzi, np. „Metro” czy „Romeo i Julia”. Mamy też Studio Artystyczne Metro, czyli taką weekendowa szkółkę dla bardzo młodych artystów – nawet 8-latków.

Jak „okiełznać” młodych artystów i stworzyć z nich świetnie funkcjonujący zespół?

Czasem jest łatwiej, czasem trudniej, ale jestem pedagogiem z ponad dwudziestoletnim stażem i mam swoje sposoby. Pracowałem z wieloma osobami, które niewiele umiały, ale miały talent i bardzo chciały coś zrobić. Tak było od początku „Metra”, i tak jest dziś. Takim  ludziom trzeba dawać   szansę . To oni w przyszłości będą tworzyć obraz naszej kultury.

Wystawia pan musicale m.in. w Rosji i w Niemczech. Pana żona również robi karierę w kraju i zagranicą. Czy w takiej sytuacji da się w ogóle znaleźć balans między pracą, a życiem rodzinnym?

To jest coś, czego ciągle się uczę. Szczerze muszę jednak przyznać, że wciąż nie jestem doskonały w tej sferze.

Czego życzyć panu i pana najbliższym na Nowy Rok?

Właśnie tego. Żeby udawało się nam znajdować balans i rozsądnie godzić życie zawodowe z rodzinnym.

Materiał prasowy


Komentarze

komentarze

PODZIEL SIĘ