Wilk wcale nie taki groźny

Trzygodzinny seans kinowy może komuś wydawać się nie do wytrzymania, i ma racje oglądając „Wilka z Wall Street”. Najnowsze dzieło Paramount Pictures to historia wypełniona banknotami, prostytutkami i narkotykami, więc nic dziwnego,że  „dziwki i kokaina” to motyw przewodni.  Zamiast tajemnic sukcesu (i zarazem oszustw) oglądamy stłuczki samochodowe i orgie. Ja ośmielę się twierdzić, że to banał i Ci, którzy chcieli poznać finansowy raj Nowego Jorku –będą zawiedzeni. W zamian dostaną seks, bogactwo i pazerność.7586610.3

Film obejrzało ponad pół miliona Polaków, pewnie z powodu Leonardo DiCaprio. Mimo iż gra naćpanego szaleńca wczuł się w rolę Jordana Belforta…za bardzo. Dobrze wychodzą mu role pewnych  siebie milionerów, gotowych na wszystko ,ale „Wielki Gatsby” to to nie jest. Nie ma tu pięknej historii o miłości. W „Wilku z Wall Street” granie cwaniaka nie wystarczy. Nie ukrywam, że udawanie nieobliczalnego wariata, uważanego przez swoich pracowników za kogoś w rodzaju boga to nie lada aktorski wyczyn. Jednak bardziej chwalę Matthew McConaughey’a. Mimo tego, że zagrał mały epizod, w pamięci pozostaje jego zwariowane stukanie pięścią z charakterystycznym „(…)hm, hm,hm(…)”.

wilk

W filmowym Wall Street nie ma miejsca na normalność. Tutaj każdy żyje jak chce, bez żadnych limitów, na co przy okazji fajnie i lekko się patrzy. Rozpusty w biurze także miło się ogląda, choć nasze marzenie znika gdy bohaterów zaczyna ścigać FBI. Nie obyło się również bez absurdów jak choćby „mistrzowskie” tonięcie jachtu. Przy tak realistycznej scenografii sceny rodem z „Titanica” w ogóle nie powinny mieć miejsca.

Żeby nie mówić tylko o wadach, film świetnie pokazuje proces szybkiego pozyskiwania pieniędzy  i robienia ludziom tzw. wody z mózgu w finansowym amerykańskim call center. To, co również warto pochwalić to złamanie konwencyjnego podejścia do branży. Nie zobaczycie „sztywniaków” pod krawatem z kubkiem kawy i gazetą. Można odnieść wrażenie,że idealne życie nie ma końca. Produkcji brakuje momentu przełomowego, zmiany. Ciężko sobie wyobrazić człowieka, który idzie do więzienia i wcale się tym nie przejmuje. Może na tym polega cała idea filmu. Absurd na absurdzie. Złodziej na złodzieju. A widz ma się z tego cieszyć.

„Wilk z Wall Street” prezentuje się ładnie, „na bogato”. Zadbano o piękne żony, jachty,podróże i… akcent mody w postaci Steve’a Madden’a. Zabieg średnio udany ,ale przynajmniej pokazuje, że na Wall Street nie ważne w co się inwestuje, dopóki to przynosi zyski.

Nie ma co narzekać, produkcja solidnie wykonana. Co prawda reżyser Martin Scorsese zrobił wiele lepszych filmów (choćby niezapomniane „Kasyno” z 1995 roku), to i tak na pewno jest to najlepsza propozycja w tym miesiącu. I choć historia z Belfortem jest prawdziwa, to film pozostawia wiele do życzenia. A czy ten kinowy hit zostanie nagrodzony, dowiemy się już niebawem.

 

Ewelina Predecka

 

Zdjęcia: www.thewolfofwallstreet.com


Komentarze

komentarze

PODZIEL SIĘ